sobota, 31 grudnia 2011

Po prostu

Zazwyczaj nie robiłem wielu rzeczy, które chciałem robić, bo się bałem i myślałem, że to nie ma sensu. Nigdy nie będę na tyle dobry, żeby coś osiągnąć, zawsze będzie ktoś lepszy i generalnie nie opłaca się.

Nadal się boję, trochę mniej, ale przede wszystkim już nie zastanawiam się tyle i po prostu to robię. Tak jest o wiele lepiej. Okazuje się, że ważniejsze od tego czy coś osiągnę, jest czy w ogóle coś robię. A może to jedno i to samo. Że też do takich oczywistych oczywistości dochodzę dopiero teraz.

środa, 21 grudnia 2011

Cały czas

Tak bardzo chciałbym cofnąć czas. Wydaje mi się, że zrobiłbym wtedy wiele rzeczy inaczej. Albo przenieść się w przyszłość, tam pewnie też będzie lepiej.
A tu tylko to cholerne teraz. Cały czas to pieprzone teraz.

Już wydawało mi się, że ostatnio trochę zmądrzałem. Wygląda na to, że jeszcze nie.

wtorek, 13 grudnia 2011

O wypadaniu

Odkąd jeżdżę do pracy tramwajem, mam więcej czasu żeby pomyśleć. Trochę o moim życiu, trochę o niczym, w sumie pokrewne tematy. To chyba przesuwający się za oknem krajobraz wprawia mnie w stan chwilowej zadumy. Można też nazwać to osłupieniem, albo po prostu przysypiam. W każdym bądź razie te nostalgiczno - senne uczucie jest całkiem przyjemne. Dziwne, bo zazwyczaj kiedy myślę o swoim życiu, ściska mnie w gardle i robi mi się niedobrze. Znacznie mniej się denerwuję niż jadąc autem, bo wtedy jedną połowę kierowców muszę wyprzedzić, a drugą zbluzgać. Nic to nie daje, ale zawsze tak robię.

Są też minusy jazdy mpk. Trzeba jakoś znieść tłum ludzi, ich ciężki zapach i głośne rozmowy. No i zawsze obok mnie usiądzie jakaś stara, gruba baba. Ładna, młoda - nigdy.

Najbardziej stresuje się jednak, gdy wiozę ze sobą obiad. Co prawda jest zapakowany w pudełko, szczelnie zawinięty w reklamówkę i wepchnięty na dno torby, jednak niezmiennie wprawia mnie to w zakłopotanie. Raz, że torba wygląda brzydko - jest nienaturalnie wypchana, gdyż obiad musi leżeć na płask. W pionie, bokiem jakoś może było by lepiej, ale wtedy mogłoby coś wycieknąć. O konsekwencjach nawet nie chcę myśleć. Dwa - boję się, że zapach przedrze się przez kolejne zabezpieczenia, w rezultacie czego wokół mnie będzie unosiła się np. delikatna nuta pulpecików w sosie koperkowym. To by może wyjaśniało brak towarzystwa młodych dziewczyn.
No i przede wszystkim boję się, że to wszystko wypadnie na podłogę. Katastrofa jakaś. Już widzę, jak pulpeciki jeden po drugim wylatują z torby i toczą się pomiędzy nogami ludzi na drugi koniec wagonu. Rzucam się za nimi chcąc wszystkie szybko i bezszelestnie wyłapać, pozostając niezauważonym. Niestety jest to niemożliwe. Pulpeciki jak na złość przetaczają się w coraz trudniej dostępne miejsca, pod siedzenia, pod płaszcze ludzi, przez otwierające się drzwi wpadają na kolejnych wchodzących do tramwaju pasażerów. Bezsilny i wściekły zamieram w bezruchu a ludzie z pogardą, drwiną i tym cholernym uśmieszkiem patrzą na mnie.

Wszyscy. Jakby nikomu, nigdy, nic nie wypadło.

niedziela, 4 grudnia 2011

Rok

To był najgorszy i zarazem najlepszy rok w moim życiu. Nie wiem jak to możliwe, ale tak właśnie jest.

sobota, 19 listopada 2011

Sarenka

Sarenka powoli wychodziła z lewej strony. Spojrzała na moje zbliżające się światła i nic. Kiedy zacząłem hamować nie zmieniła kroku i nadal równym tempem sobie szła. Leciała dużo szybciej i dość daleko jak na sarnę - jakieś 2 metry w górę i 10 w przód. Chwilę siedziałem bez ruchu i patrzyłem. Ruszały się głównie Jej nogi, takie drgawki miała. To kretyńskie, ale bałem się wysiąść. Kiedy już mi się udało, nie potrafiłem do Niej podejść. Kolejne światła wyłoniły się zza górki, machałem, ale kierowca nie zrobił nic. Tym razem nie leciała w górę tylko rozciągnęła się na kolejnych kilku metrach asfaltu, zostawiając za sobą czerwone mazy.

- Nic Panu nie jest ?
- Nie, wszystko ok, tylko Ona. Chyba trzeba wrzucić Ją do rowu, żeby kolejny w Nią nie wjechał i w ogóle.
- Ok.
- Teraz będzie trochę trudniej niż przed chwilą.
- No tak.

Jakimś cudem głowę miała całą a mózg w środku i nie rozleciała się bardziej kiedy wrzucaliśmy Ją do rowu. Facet pojechał, a ja robiłem siku rozglądając się w ciemnościach i myślałem czy zaraz nie przyjdzie Jej rodzina i mnie nie zje. To głupie, przecież sarny nie są mięsożerne i chyba niespecjalnie mściwie.
Poza tym to normalne, że czasami ktoś kogoś zabije.

piątek, 18 listopada 2011

Następny dzień

Czasami wieczór jest zupełnie inny niż by się wydawało, że będzie. I wtedy następny dzień też. To dobrze.

niedziela, 13 listopada 2011

Po coś

Poznałem dzisiaj w knajpie dziewczynę. Świetnie mi się z Nią tańczyło i gadało. Wygłupialiśmy się, śmiali, bawili, było naprawdę super. Czułem się jakbym znał Ją kilka dobrych lat. Zero spiny, energia na maxa, porozumienie bez słów. Kiedy odprowadzałem Ją do domu powiedziała, że ma męża i dwu i pół letnią córkę i że jeszcze nie wie po co się spotkaliśmy, ale na pewno po coś.

Droga do mnie zajęła mi jakąś godzinę. Było zimno. Nadal mi jest.

poniedziałek, 7 listopada 2011

James

No nie no kurwa to już jest przesada - żeby Bond delektował się jakąś lurą z taplającym się weń szczurkiem ???
Jamesie !! Zlituj się ! Oni robią tą herbatkę z tego, co zostaje na podłodze po pakowaniu liściastych ! Chcesz ratować świat popijając zmielone resztki w torebkach ??? To weź Ty se może kurwa kup jeszcze 5 kilo proszku do prania plus 2 w promocji i zagazuj Astona ??!!!!! Dżizas, wstyd Jamesie, wstyd...

Co za czasy. Helleńscy synowie rujnują dzieło swoich ojców, Chińczycy powoli wykupują cały świat, a jak tak dalej pójdzie to James'a Bonda będzie można spotkać na promocji jogurtów w Tesco. Źle się dzieje.

Jakie czasy taki James.

wtorek, 1 listopada 2011

Piękna historia

Oglądam "Dzień dobry tvn" a tam Doda z jakimś Błażejem. What da fak ???? To Ona już nie jest z Nergalem ??? A ja myślałem, że dali radę. On chory, Ona czeka i jest cały czas przy Nim. On zdrowieje i cudownie, wypas - będą żyli długo i szczęśliwie. Pomyliłem się, a tak chciałem.
Piękna historia. Miała być.

niedziela, 30 października 2011

Petarda

12 groszy, Killing in the name, Męska muzyka, Twarda Petarada, saperska musztarda, bastard poluje z pomocą geparda. 32 strony sympatii i nic, nie mogę się zakochać. "Leci Anioł głową w dół". I najgorzej, że wódka się kończy. Piłeś - nie pisz, mówiłaś O. Miałaś rację. Buziak dla Ciebie :*** I moi nieśmiertelni "Redhoci" - kocham Was !!! Na piekarniku 03:16 na moim zegarku 2:16 - co jest kurwa, już nawet za piekarnikiem nie nadążam ? Czy to dzisiaj czas zmieniają czy co ?? Będzie jeszcze szybciej jeszcze ciemniej ? Fak
I jeszcze:
"Pani, bardziej samolotami, których się Pani trochę boi, tak ciągle się oddalamy, zbliżamy, taki życiowy es-flores... Zima, która to już zima, doprawdy zbyt dobrą mam pamięć. Wina, która to już wina, dlaczego tak dobrze pamięta się to co złe, a przecież tak dobrze Cię przytulić i miłą melodię zanucić..."
M. :***

piątek, 21 października 2011

Szuflada

W górnej szufladzie mam pełno różnych rzeczy. Jej dno ugina się pod ich ciężarem, aż czasami niektóre z nich wpadają do szuflady niżej. Jest tam straszny bałagan. Co jakiś czas robię w niej porządek. Staram się to wszystko jakoś poukładać, ogarnąć, tak żeby było, nie wiem, lepiej. Część zazwyczaj wyrzucam. Tym razem wywaliłem całkiem sporo, chyba połowę.

Zawsze są jednak takie rzeczy, z którymi nie wiem co zrobić.
Zapycham je wtedy jak najgłębiej.

środa, 19 października 2011

Obiad

Dziś spróbowałem ugotować sobie coś innego na obiad niż zwykle. Zwykle czyli raz na miesiąc, dwa. Coś innego czyli nie tzw. shita - makaron plus to co jest w lodówce.
Ostrzegam :  surowo-spalone pieczarki są bardzo niesmaczne, a jak się dotknie nagrzanych prętów piekarnika to robią się takie czerwono-białe bąble.
Makaron rulez.

Trochę

Pies, żona w ciąży, dwa auta, trzy pokoje. Mało czasu, dużo obowiązków. Niby nie chcę, a zazdroszczę. Trochę.

niedziela, 16 października 2011

Idealnie

Prawie godzinę zmieniałem dętkę w rowerze. Zamiast jechać tak, jak było i po prostu cieszyć się tym, to nie - trzeba było docisnąć. Musi być przecież idealnie, bo inaczej nie ma sensu. No i tak docisnąłem, że poszła przy wentylu. Myślałem, że się pochlastam. Za każdym razem wydaje mi się, że pójdzie szybciej niż poprzednio. Gówno prawda, zawsze idzie tak samo. Chyba w ogóle nie uczę się na własnych błędach.

Oczywiście zabrakło mi tej godziny, żeby dojechać tam, gdzie chciałem.  "Idealnie" to zły sposób na dotarcie do celu.

poniedziałek, 3 października 2011

Nigdy

Nigdy nie zakładałem, że ten blog będzie smutny. Nigdy nie wierzyłem, że życie może się udać.

piątek, 23 września 2011

Bamboleo

"Bamboleo, Bamboleo !" Fajnie, radio włączyli. Słońce, plaża, beztroska, czuję się jakbym tam był. No prawie. Odłażące gumoleum wygląda naprawdę obrzydliwie, resztki wełny mineralnej, tynku i jakiegoś syfu też. Nawet portret Spidermana nie pomaga. Obok leży ulotka - Galeria zdrowia. Do wyboru - wózek inwalidzki, fotel do masażu, łóżko do tortur, chodzik, dwie laski, takie do chodzenia o, jedna do chodzenia z, ale z ręką w temblaku. Nie tak wyobrażałem sobie galerię zdrowia.
Jeszcze tylko dwa zabiegi i będę mógł stąd wyjść, jeszcze tylko 8 godzin pracy i do domu, w końcu wyczekany weekend. Jeszcze trochę i zwariuję.

W ogóle nie tak sobie to wyobrażałem. Miało być Bamboleo, a jest dupa.

sobota, 17 września 2011

Bocian i gniazdo

Nie przyszła. Bocian obok wybudował gniazdo, wracają tu co roku. Musiał się nieźle napracować.

Wiedziałem, że nie przyjdzie. Nigdy nie lubiłem pracować, szczególnie nad gniazdem.

niedziela, 11 września 2011

Sraczka i inne nieszczęścia

Naprawdę piękny wieczór, jeden z ostatnich takich tego roku. Dwadzieścia kilka stopni, lekki wiaterek, miasto tętni życiem. Nic tylko pójść w tany.

Jeden wyprowadził się gdzieś na wieś, drugi kłóci się poraz tysięczny z dziewczyną, trzeci nie ma siły, czwarty ma sraczkę i nie może opuścić domu na dłużej niż pół godziny, kolejny ma żonę - efekt podobny do poprzedniego, jeszcze inny bawi dziecko - śliczne małe gili gili, a ti ti ti, ti bobasku. Zawsze kurwa coś. Nie obraźcie się chłopaki, nie mówię, że żona czy sraczka to coś złego, w końcu każdemu może się przydarzyć, ale czy my już nigdy nie wyskoczymy na miasto ?

To teraz siedzę w domu, jakiś debilny serial oglądam, opróżniam lodówkę i pociągam browara. A miałem nie jeść na noc. Jak tak dalej pójdzie to sraczka gotowa, a kto wie czy nie pozostałe nieszczęścia.

poniedziałek, 5 września 2011

Afryka i zęby

Zazwyczaj kiedy myję zęby i nie zakręcam wody, myślę o ludziach w Afryce, że wody nie mają, że głód i w ogóle. Zakręcam wtedy. Tylko czasami pozawalam sobie i zostawiam odkręconą. Tak pięknie szumi, działa na mnie wyjątkowo kojąco.

Nie zawsze chce mi się ratować świat. W zasadzie gdyby nie te zęby, nie ratowałbym go chyba w ogóle.

środa, 24 sierpnia 2011

Gulasz z mózgu

W reklamie żarcia dla kota, wszystko - żarcie, kot i jego właścicielka - wygląda tak, że sam bym to zeżarł.

Nie bardzo wiem, co o tym myśleć. Za kotami nie przepadam, gulasik prezentuje się naprawdę nieźle, Pani jeszcze lepiej, no i kotka ma ślicznego...
W zasadzie sympatia do dwóch ostatnich to rzecz zupełnie normalna. Zastanawia mnie tylko, do czego jest w stanie namówić mnie baba z gulaszem. Czy mogą wcisnąć mi wszystko ?

Sukces speców od reklamy niewątpliwy, gulasz z mózgu popełniony.

niedziela, 21 sierpnia 2011

70 kmh

70 kmh na bajku to jest coś. Co prawda zjazdowcy cisną nawet setką, ale zwykły gość, na zwykłym rowerze - czysty odjazd !

W końcu człowiek czuje, że żyje. A nie te jebane kreski w tym jebanym komputerze.

środa, 17 sierpnia 2011

Frank

"Frank przekroczył kolejną psychologiczną barierę".
Nie przejmując się nikim i niczym. Po trupach, pewnie idzie po swoje.

A ja wciąż nie mogę tej jednej.
Jednak zdecydowanie lepiej być skurwysynem niż głupcem.

wtorek, 26 lipca 2011

Niespodzianki

Babeczka przykładała do ucha serek wiejski i potrząsała nim nasłuchując. Wybrała chyba trzeci z kolei. Wzięła następny, następny i tak jeszcze kilka, ale już żaden najwyraźniej nie spełniał Jej oczekiwań, bo wszystkie odłożyła z powrotem na półkę. Też chciałem tak spróbować, ale wstydziłem się, poza tym zupełnie nie wiedziałem czego mam nasłuchiwać. Dwie alejki dalej wybierałem jajka. Otworzyłem kilka opakowań, żeby wybrać te najmniej osrane. Przy czwartej próbie skapitulowałem, choć w wielkim kartonie było jeszcze kilkadziesiąt pudełek i przy odrobinie wytrwałości na pewno znalazłbym ładniejsze.

Jak byłem mały, zbierałem jajka niespodzianki i też potrząsałem nimi, żeby wyczaić, w którym jest lepsza zabawka. Widać teraz już tego nie umiem. Chyba w ogóle nie myślę już o miłych niespodziankach, za to często spodziewam się gówna i nierzadko godzę się na nie, bo nie mam już siły szukać dalej.

niedziela, 17 lipca 2011

Skrzyżowanie

Zawsze kiedy dojeżdżam do tego cholernego skrzyżowania, nagle pojawia się mnóstwo pędzących aut. Pięć sekund wcześniej i spokojnie przeskoczyłbym na drugą stronę. Ale nie ! Pusto, pusto, nic nie jedzie...

- O, patrzcie Tomek ! Dawaj, jedziemy wszyscy razem !
  Niech sobie trochę postoi, cymbał jeden !

No pół miasta normalnie. Jakby się umówili, jakby czekali na mnie, jakby specjalnie.

Muszę spróbować ich oszukać, zakraść się cichaczem, bez auta czy coś. Zobaczymy czy wyczają. Czasami jednak wydaje mi się, że to ja na nich czekam, a nie odwrotnie. To trochę utrudnia - musiałbym oszukać sam siebie.
Spróbuję, w końcu jestem w tym całkiem niezły.

wtorek, 12 lipca 2011

Kapitalizm

Raczkujący kapitalizm zdaje się być gorszy od dojrzałego komunizmu, a już na pewno w połączeniu z moralnością na poziomie rynsztoka i równie gównianą mentalnością jest kupą gówna. Kurwa jego mać.
Chyba powinienem zaznaczyć opcję "ten blog może zawierać treści tylko dla dorosłych".

czwartek, 7 lipca 2011

Wydaje mi się

" Wydaje mi się " bywa prawdziwym przekleństwem de facto, jeśli takowe w ogóle istnieje i różni się czymkolwiek od wydaje mi się. Może też być zbawienne. Tak mi się wydaje.

Ta, filozofię zostawmy filozofom. 

niedziela, 3 lipca 2011

Pudełko i Pióro

- Jak ja bym chciał wyjść z tego pieprzonego pudełka.
  Powiedziało Pudełko.
- Ha !
  Zaśmiało się Pióro.
- Napiszę dla Ciebie co zechcesz, musisz tylko odpowiednio mnie poprowadzić.
- Kiedy ja nie umiem pisać, przecież jestem tylko pudełkiem.
  Westchnęło Pudełko i zamknęło się. W sobie.
- Ja też.
  Zadumało się Pióro.
- Bez Ciebie jestem tylko bezużytecznym narzędziem.

piątek, 1 lipca 2011

Odpowiedzi

" Jeśli nie wiesz czego chcesz, to nie zawracaj dupy tomek"

Wciąż nie mogę się nadziwić, że na trudne pytania są tak proste odpowiedzi.
Szkoda tylko, że proste odpowiedzi, bywają tak trudne do zrealizowania.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Krawędź

Jeśli się zrobi tysiąc małych kroczków w jej stronę, to jest się bliżej niej czy dalej niż jakby zrobić jeden duży ?

Obawiam się, że humanitarne zabijanie ma gówno wspólnego z humanitaryzmem, zresztą życie chyba też niewiele.

czwartek, 23 czerwca 2011

Jeż

Wszyscy  popijali alkohol i rozmawiali. Głównie o tym co jest ładne, a co nie, co mądre, a co głupie, fajne, niefajne, etc. Mi trafiła się entuzjastyczna rozmowa o przewadze mycia się samą wodą bez mydła nad wersją standardową z mydłem. Ponoć skóra jest wtedy gładsza i odpowiednio nawilżona, w sensie, że jak bez mydła. O tym jak żyć, żeby było miło i się nie smucić, o uwalnianiu energii i że Polska to jednak nie Nepal.

Jeż przystanął i przez moment przysłuchiwał się. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, nie powiedział nic i po chwili poszedł w swoją stronę. Na jego szczęście dla jeży nie ma mydła i różnicy pomiędzy Polską a Nepalem, że nie wspomnę o problemie uwalniania energii, bo w przeciwnym razie biedaczek musiałby zostać na dłużej i zająć jakieś stanowisko w dyskusji.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Chaos Totale

Chaos Totale zafascynowała mnie od pierwszego wsłuchania. Już wtedy wiedziałem, że są tam Indianie, że atakują, że są cudowni i że sam chciałbym taki być. Nie wiedziałem tylko dlaczego. Teraz wiem, to niemała cena, jednak warto. Trochę się Ich boję, ale mam wrażenie, że się polubiliśmy. Może coś z tego będzie. W końcu są tu na moje własne życzenie i własną odpowiedzialność.

Już w przedszkolu wolałem być Indianinem niż tym pieprzonym kowbojem.

niedziela, 12 czerwca 2011

Dystanse

Wracałem do domu półtorej godziny na piechotę. Dopóki nie skupiałem się na tym, że daleko, ciemno i się nie chce, było ok. Kiedy tylko zacząłem o tym myśleć, wydawało mi się, że nie dam rady.
Widać jak się trochę mniej myśli, dużo więcej można zrobić.

środa, 8 czerwca 2011

Fabryka

W pracy rysuję fabrykę lodówek dla Koreańczyków. Osiem godzin dziennie, czterdzieści tygodniowo, sto osiemdziesiąt miesięcznie, co daje jakieś tysiąc osiemset godzin rocznie. Może nie będę rysował rok, przycisnę i zamknę się w tysiącu. Fabrykę lodówek rysuję, a może pralek. Na pewno dla Koreańczyków.

Rodzice chcieli, żebym został inżynierem. Teraz mówią, żebym w końcu porządnie nauczył się angielskiego, bo zawsze może się przydać. Fak.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Indianie

W parku leciał film o Indianach.

" Indianie od zarania dziejów zamieszkują puszczę.
  Do tej pory 50 % plemion nie zostało odkryte."

Nie wiem o jaką puszczę i jakich Indian chodziło, ale uważam, że trzeba Ich wszystkich natychmiast złapać, policzyć, pomierzyć i ponumerować. Zaprowadzić demokrację, dostarczyć niezbędne media, zbudować autostrady i porządne domy, a nie te żałosne szałasy. Przydałoby się też szybkie łącze i kablówka, żeby wiedzieli co się na świecie dzieje. No i miejsca pracy, dużo miejsc pracy, dla wszystkich Indian, Indianek i małych Indianiątek.

W końcu będą mogli godnie żyć, a nie tak goło i wesoło.

poniedziałek, 30 maja 2011

Po połowie

Biegłem piątą minutę i próbowałem włączyć telewizorek, będący stałym wyposażeniem większości bieżni. Myślałem - jeszcze trochę i będę zajebisty. Dziewczyna obok próbowała postawić kolejny krok. Jeden po drugim, jakby przecząc samej sobie. Z pomocą ojca udawało się Jej. Ponoć przychodzą tu już dwa lata.
Nie udało mi się włączyć tv, wkurwiłem się i zmęczyłem. Ona szła dalej.

Sprawiedliwość jest ponoć wtedy, kiedy podzielimy coś po połowie. Jeśli założyć, że dzielono Nam z jednego naczynia, to wygląda na to, że mi trafiła się ta lepsza. Chyba nic nie rozumiem z tej sprawiedliwości.

środa, 25 maja 2011

Zasłona

Zasłona podnosiła się i opadała na zmianę. Kiedy tylko w to uwierzyłem, robiła to, co chciałem. To chyba dobrze.

poniedziałek, 23 maja 2011

Mrówka, matrix i sarna

W ten weekend byłem w górach i spotkałem zajebiście wielką mrówkę. Chyba matrix szwankuje.
Na szlaku była też sarna. Z jednej strony miała dokładnie wyżarte flaki. Resztki mięsa między żebrami skojarzyły mi się trochę ze sklepem mięsnym, muchy w oczodołach mniej. Ciekawe, że dwa dni wcześniej przechodziłem tędy i nie było jej. Widać jeszcze sobie żyła. Zdawała się być bardzo spokojna i pogodzona z losem. Trochę jej tego zazdrościłem. Przez chwilę chciałem nawet położyć się obok niej.

niedziela, 8 maja 2011

Baranek pokonał Zło ?

Jest taka gra na konsolę - Fable. Chciałem kupić "dwójkę", ale stwierdziłem, że dwie stówki to trochę dużo jak na zabawkę, która po dwóch tygodniach mi się znudzi. Pomyślałem - poczekam aż stanieje. Staniała, najpierw na jakieś 120, później 79 chyba. Dalej czekałem. W zasadzie wiedziałem, że raczej już tańsza nie będzie, ale czekałem i biłem się z myślami, że przecież jest tyle bardziej pożytecznych rzeczy, które mógłbym robić, zamiast wciskania przycisków w padzie i gapienia się w ekran telewizora.

Gra jest wypas - o różnych stworach, dobrych i złych, są zamki i miasteczka, wróżki, trole, góry i lasy. Mieczem można pomachać, czar rzucić, po ryju dać, napić się browara w karczmie, a nawet laskę wyrwać. Generalnie czad. Główny bohater, w rolę którego się wcielamy, ma do wyboru dwie drogi do władzy i sławy - może zostać dobrym, szlachetnym, miłosiernym i kochanym przez lud władcą, albo złym, budzącym strach i odrazę, siejącym śmierć tyranem, którego posłuch małym też nie będzie...

Niestety nigdzie już nie można jej dostać. Najgorsze jest to, że nadal nie wiem, którą postacią wolałbym zostać.

sobota, 30 kwietnia 2011

Słońce

Gdyby zgasło Słońce, wszyscy byśmy umarli. Nie byłoby drzew, kwiatów, ptaków, domów, mostów, samolotów, samochodów, sklepów, komputerów, telefonów, kin, teatrów, szkół i kościołów. Nie byłoby też giełd, banków, urzędów, podatków, walut, handlu i kredytów. Knajp, parków, piwa, tańca, śpiewu, wina, śmiechu, płaczu, radości. Miłości, przyjaźni, nienawiści, wojen, lata, zimy, no normalnie niczego. Jak gdyby to oczywiste, ale jak tak sobie o tym pomyślę, to masakra jakaś. Jedna gwiazda, czysty odjazd.

Nie jestem pewien tylko co do jednego. Być może byłaby muzyka.

piątek, 29 kwietnia 2011

Kocham Cię Polsko

Ciąg dalszy niechybnie nastąpi...

Pani z zakupami:

- Pan mi robi zdjęcia ?
- Nie.
- To dobrze, bo ja sobie nie życzę.

Pani rozwieszająca pranie na balkonie:

- Dać Panu autograf ?
- Dziękuję, nie trzeba.
- No.

Młody człowiek z dużymi, okrągłymi kolczykami w uszach:

- Zrób se zdjęcie dupy !
- :/

Pan dziad w jakimś wyjątkowo paskudnym miejscu:

- Robi Pan zdjęcia mojego samochodu ?
- A który to ?
- Nieważne !
- To nie wiem czy robię.
- Yyyeee y

Byłbym zapomniał o moich faworytach – grupie dziewcząt w wieku lat 13-16.
Ciuszki, fryzurka, oko – wszystko porobione jak przystało na najgorętsze laski na kwadracie.

- Ee ! co robisz ?
- Zdjęcia.
- Dlaczego ?
- Bo lubię.
- Yyy, to nie rób !

sobota, 23 kwietnia 2011

Dunaj

Mój pies jak był mały, podbiegał do wszystkich innych czworonogów w celu wąchania się po tyłkach i ogólnie dobrej zabawy. Większość z nich nie podzielała jego entuzjazmu. Owszem zdarzało się, że po szybkim wąchanku zaczynały się bawić, bądź robić inne miłe rzeczy. Jednak bardzo często w zamian za natychmiastowy kredyt zaufania, wyrazy sympatii i ogólną bezpruderyjność, dostawał wyszczerzone kły i pyskówki. Raz nawet jeden wybraniec odgryzł mu kawałek ucha. Po jakimś czasie Dunaj zdał sobie sprawę, że inne psy wcale nie są takie jak mu się wydawało i nie można z nimi tak po prostu się bawić. Myślę, że było mu bardzo przykro. Z czasem sam stał się taki jak one - nieufny i niemiły. Dawną radość i spontan zastąpiły niechęć i podejrzliwość.

Któregoś dnia nażarł się zfajczonych żeberek z grila. Nie dopilnowaliśmy cholery. Musiał mieć operację. Po zabiegu wyglądał dość gównianie. Zflaczałe ciało, oczy wywrócone białkami do góry. Przez pierwszy tydzień prawie się nie ruszał, ledwo jadł i pił. Później zaczął chodzić i robić inne rzeczy, ale nigdy już nie był taki jak przedtem. Na koniec zdechł.

Pamiętam jak szczekał  pod domem, żeby go wpuścić do środka. Strasznie mnie to wtedy wkurzało.

środa, 20 kwietnia 2011

"Nie wychylać się"

- Cześć co u Was ?
- A co, nie masz o czym na blogu pisać ?

Taki lajf. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Sprawiedliwość

Sto pieprzonych złotych muszę zapłacić za piwo, którego nawet łyk nie zdążyłem wypić. Zawsze najbardziej żałowałem tego, czego nie zrobiłem.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Odkurzyłem dziś dokładnie całe mieszkanie, wszystkie kąty, nawet te,
do których dawno nie zaglądałem.
Okazuje się, że są rzeczy, które nigdy nie umierają.

wtorek, 12 kwietnia 2011

sobota, 9 kwietnia 2011

Prześwietlenie

Dzisiaj w pracy umęczyłem się na maxa nic nie robieniem. Potem pojechałem prześwietlić sobie głowę. Biała kapsuła przypominająca statek kosmiczny wcale nie wyła jak potępieniec, nie zrobiła ze mnie hamburgera, nie miałem też napadu klaustrofobii ani nie stała się żadna z rzeczy, które potencjalnie uważałem za możliwe. Może dlatego, że była made in USA a nie ZSRR, jak się spodziewałem, a oni co jak co, ale krzywdy człowiekowi nie zrobią. Wracając do domu chciałem ominąć korki, w związku z czym wymyśliłem rewelacyjny skrót. Stałem w korku 45 minut.

Następnie, mając dość podróży samochodem, na zakupy wybrałem się pieszo. Po drodze nasrał na mnie ptak, co w połączeniu z ceną 95-tki na pobliskiej stacji benzynowej znacznie pogorszyło mój i tak już nienajlepszy nastrój. W sklepie, po wnikliwej analizie wielkości kolejki i tempa jej poruszania się, wybrałem kasę, która się zacięła, skończył się w niej papier, dwa razy nabiła ten sam paragon i w ogóle zepsuło się wszystko co możliwe. Do domu ledwo wróciłem - dwie wielkie, wypchane po brzegi torby, zgrzewka wody mineralnej i dwanaście rolek papieru toaletowego znacznie łatwiej transportuje się autem. Tak w zasadzie to po co mi tyle żarcia ? Prawdę mówiąc starczyłaby mi połowa z tego...

Chwilę tak bezcennej refleksji przerwał dźwięk telefonu. Numer ukryty - pewnie znowu cyfra się dobija i chcą mi coś wcisnąć. A może to jakaś super ważna informacja, która odmieni moje życie ?
" Mamy dla Pana specjalną ofertę, tylko teraz cztery dodatkowe kanały w cenie..."
Mimo, że postanowiłem sobie - żadnych zbędnych bajerów, prawie dałem się przekonać. Gadają tak, że człowiek nie wie jak odmówić. Jak Ci goście to robią ?? Chyba muszą być made in USA. Ta nierówna walka skończyła się zwycięstwem zdrowego rozsądku nad chęcią posiadania wszystkiego, kosztowała mnie jednak niemało wysiłku.

Co za gówniany dzień - pomyślałem. Tępo patrząc w okno, zdałem sobie nagle sprawę, że to wszystko układa się w sensowną całość. Największym ciężarem dla mnie jest to, czego tak naprawdę nie potrzebuję, ciągle tracę siły na jakieś bezsensowne rzeczy, a wymyślanie i kombinowanie zamiast ułatwiać, utrudnia mi życie ! I jeszcze ptaki na mnie srają.

Genialne to prześwietlenie.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Recepta

Siedemnaście rodzajów leków, sto sześćdziesiąt osiem złotych polskich, dwadzieścia trzy minuty i sryljard pytań. Taki wynik osiągnęła około osiemdziesięcioletnia Pani, stojąca przede mną w kolejce. Z drugiej recepty, pierwszej nie liczyłem.
"Ja pierdolę, pół apteki kupi" - dobiegł mnie głos zza pleców. Ja też nie byłem zachwycony, jednak początkową irytację zastąpiła ciekawość. Przyjrzałem się - spokojna, uśmiechnięta, znalazła nawet czas, żeby porozmawiać o pogodzie...

Spojrzałem na siebie. Zdenerwowany, sfrustrowany, w ciągłym pośpiechu, wiecznie niezadowolony. Trochę przesadziłem, ale wynik kiepski. Żeby tak wyciągnąć receptę i już. Niestety na moją przypadłość mgr farmacji
nie znalazła leku. Muszę poszukać go sam.

poniedziałek, 28 marca 2011

Ostatni czas

Dzisiaj wychodząc z domu spotkałem sąsiadkę.

- Cześć Tomek, co u Ciebie ?
- Jakoś leci.
- To co, naprawdę chcesz wyjechać czy jednak zostajesz ?
- Nie wiem.
- Ile Ty masz lat ?
- Trzydzieści.
- Mhm... no to już taki ostatni czas, żeby na coś się zdecydować.

Przemilczałem. Chyba miała rację.

niedziela, 27 marca 2011

Willa Koala

Koniec pleneru. Dwa dni wspólnej pracy i zabawy, z dala od codziennych trosk, starczyły  aby w drodze powrotnej ekipa zgodnie westchnęła - nie wracajmy do domu, pojedźmy gdzieś jeszcze. Niestety jutro nie obudzimy się w willi "Koala", a szkoda, bo oprócz dobrej zabawy, można było dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy. Oto kilka z tych, które szczególnie sobie cenię :

"Jakby co, to mam wjazd na tani cukier"
 Dzięki Junior.

"Adam Małysz był jak zielona wyspa dla Polski w dobie kryzysu"
 Dziękuję Ci Telewizjo Polska.

"O, to też jest słabe" - powiedziała Marta po przeczytaniu kolejnego fragmentu
 mojego bloga. Dzięki Marta.

Dzięki Wam wszystkim, było naprawdę super :)

czwartek, 24 marca 2011

Boguś

Park był pełen ludzi. Powolnie sunący staruszkowie albo młode mamy pchające przed sobą wózek, w tempie zbliżonym do tych pierwszych. Widać trzeba się nieźle zasłużyć, aby móc korzystać z uroków przyrody w godzinach pracy. Gromadka tłustych kaczek obojętnie mija kawałki kołyszącego się na wodzie, napęczniałego chleba. Cóż, niektórym się powodzi. Obok płynie opakowanie po sześciopaku. Tyskie, z Polski.

Niezgrabnie wymalowana lektura na murku oddzielającym mnie od wody, na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od innych, dostępnych w wielu miejscach publicznych. A jednak. Nie ma ani jednego pedała, chuja, ani żadnej kurwy. Dziwne, to raczej stała obsada ulicznej twórczości młodego pokolenia. Im dalej czytam, tym bardziej wraca we mnie wiara w ludzi, świat i sens życia :

"Kocham Cię Ola"; "Kocham Sylwię"; "Kocham Cię Alicja"; "Kocham Cię Szymonku"; "Na zawsze w moim serduszku Boguś"; "Dziękuję, że jesteś mój Bogusiu"; "Kocham Cię Boguś"; "Boguś serduszko moje, kocham Cię"

Piękne... Jednak moja ułomna natura nie pozwala mi bezwarunkowo cieszyć się szczęściem innych, a przede wszystkim głównego bohatera.
Kim Ty jesteś Boguś i jak do cholery to robisz ???

wtorek, 22 marca 2011

Wal śmiało

Ponure korytarze nie zmieniły się prawie wcale. Na ścianach rozpoznaję nawet prace sprzed kilku lat. Każde miejsce przypomina jakąś historię. W duszy uśmiecham się do wszystkich, niezależnie czy wówczas było mi do śmiechu. Mijam znajomą postać, wykładowca z 3-go roku. Twarz jakby trochę poszarzała, bardziej zmęczona. Przy długich, drewnianych stołach i na kamiennych posadzkach siedzą grupy studentów.Tak jak kiedyś, z tą różnicą, że arkusze papieru zamieniły się w laptopy. Zazdroszczę Im, bynajmniej nie nowego narzędzia pracy. Kilka spojrzeń uświadamia mi, że nie mogę tak stać i gapić się bez końca. Ok, w bufecie jeszcze mnie nie było.

- " Zupę szczawiową poproszę."
  Fuck, moja Promotor ! I co teraz ?  Nie jestem gotowy na pogawędkę w stylu :
- O witam, a co Pan tu robi ?
- Dzień dobry, a tak jakoś mnie wzięło. Zwiedzam stare graty i myślę sobie
  jak bardzo spieprzyłem ten piękny czas. A co u Pani ?

Krok w tył, szybki obrót na pięcie i jestem w miarę bezpieczny. Niestety zamiast  przedłużenia sentymentalnej podróży i skonsumowania pierożków ruskich w uczelnianej stołówce, muszę wziąć coś na wynos i możliwie szybko zniknąć.
- Bułkę z szynką poproszę i tymbark wiśniowy.

Wychodząc mijam kolejną grupę młodych i ślicznych dziewczyn. Przypominają mi się wszystkie niespełnione, studenckie miłości, marzenia, ideały. Ależ człowiek był głupi, trzeba było... Siadam na ławce naprzeciwko wejścia, na której przez te pięć lat spędziłem niemało czasu. Słońce przyjemnie grzeje, bułka smakuje jak za starych, dobrych czasów. Otwieram butelkę, napis na kapslu brzmi :
" Wal śmiało "

Że też wtedy nikt mi tak mądrze nie poradził.

sobota, 19 marca 2011

" a Ty szaraczku co ? "

Informacje ze świata. Grupa oszalałych facetów wznoszących okrzyki wojenne wymachuje wielkimi karabinami, pokazując jednocześnie znak pokoju. Mimo, iż widok w tv nierzadki i chyba można przyjąć, że to Ci "dobrzy", mam mieszane uczucia.

Zmieniam kanał. Jedna z najnowszych produkcji rozrywkowych.
Jakiś młody człowiek oświadcza się dziewczynie. Na żywo, na wizji, naprawdę.
On klęczy, Ona mówi tak. Publiczność szaleje.

Nie ryzykuję dalej. Po chwili ciszy przypomina mi się sen sprzed kilku tygodni:
 "... a Ty szaraczku co ?..."

To ja może ugotuję obiad na jutro.

piątek, 18 marca 2011

140/90

"Sól - nie, czerwone mięso - nie, słodycze -nie. Warzywa - tak, owoce - tak, ryba - trzy razy tak. Generalnie polecam dietę śródziemnomorską. I ruch, codziennie 30 - 45 minut."

Czyli zamiast McDonalds'a i innych przysmaków zielenina i gotowanie na parze ???

Chwilę później słyszę w radio : " Naukowcy z Pensylwanii udowodnili, że codzienna, przynajmniej półgodzinna drzemka w ciągu dnia skutecznie obniża ciśnienie "

Amerykanie jednak wiedzą co dobre...

czwartek, 17 marca 2011

Strachy

Im dalej odpływam od jednego brzegu, tym bardziej wypatruję drugiego, 
albo chcę wracać. 
Tak czy inaczej boję się pływać.