sobota, 30 kwietnia 2011

Słońce

Gdyby zgasło Słońce, wszyscy byśmy umarli. Nie byłoby drzew, kwiatów, ptaków, domów, mostów, samolotów, samochodów, sklepów, komputerów, telefonów, kin, teatrów, szkół i kościołów. Nie byłoby też giełd, banków, urzędów, podatków, walut, handlu i kredytów. Knajp, parków, piwa, tańca, śpiewu, wina, śmiechu, płaczu, radości. Miłości, przyjaźni, nienawiści, wojen, lata, zimy, no normalnie niczego. Jak gdyby to oczywiste, ale jak tak sobie o tym pomyślę, to masakra jakaś. Jedna gwiazda, czysty odjazd.

Nie jestem pewien tylko co do jednego. Być może byłaby muzyka.

piątek, 29 kwietnia 2011

Kocham Cię Polsko

Ciąg dalszy niechybnie nastąpi...

Pani z zakupami:

- Pan mi robi zdjęcia ?
- Nie.
- To dobrze, bo ja sobie nie życzę.

Pani rozwieszająca pranie na balkonie:

- Dać Panu autograf ?
- Dziękuję, nie trzeba.
- No.

Młody człowiek z dużymi, okrągłymi kolczykami w uszach:

- Zrób se zdjęcie dupy !
- :/

Pan dziad w jakimś wyjątkowo paskudnym miejscu:

- Robi Pan zdjęcia mojego samochodu ?
- A który to ?
- Nieważne !
- To nie wiem czy robię.
- Yyyeee y

Byłbym zapomniał o moich faworytach – grupie dziewcząt w wieku lat 13-16.
Ciuszki, fryzurka, oko – wszystko porobione jak przystało na najgorętsze laski na kwadracie.

- Ee ! co robisz ?
- Zdjęcia.
- Dlaczego ?
- Bo lubię.
- Yyy, to nie rób !

sobota, 23 kwietnia 2011

Dunaj

Mój pies jak był mały, podbiegał do wszystkich innych czworonogów w celu wąchania się po tyłkach i ogólnie dobrej zabawy. Większość z nich nie podzielała jego entuzjazmu. Owszem zdarzało się, że po szybkim wąchanku zaczynały się bawić, bądź robić inne miłe rzeczy. Jednak bardzo często w zamian za natychmiastowy kredyt zaufania, wyrazy sympatii i ogólną bezpruderyjność, dostawał wyszczerzone kły i pyskówki. Raz nawet jeden wybraniec odgryzł mu kawałek ucha. Po jakimś czasie Dunaj zdał sobie sprawę, że inne psy wcale nie są takie jak mu się wydawało i nie można z nimi tak po prostu się bawić. Myślę, że było mu bardzo przykro. Z czasem sam stał się taki jak one - nieufny i niemiły. Dawną radość i spontan zastąpiły niechęć i podejrzliwość.

Któregoś dnia nażarł się zfajczonych żeberek z grila. Nie dopilnowaliśmy cholery. Musiał mieć operację. Po zabiegu wyglądał dość gównianie. Zflaczałe ciało, oczy wywrócone białkami do góry. Przez pierwszy tydzień prawie się nie ruszał, ledwo jadł i pił. Później zaczął chodzić i robić inne rzeczy, ale nigdy już nie był taki jak przedtem. Na koniec zdechł.

Pamiętam jak szczekał  pod domem, żeby go wpuścić do środka. Strasznie mnie to wtedy wkurzało.

środa, 20 kwietnia 2011

"Nie wychylać się"

- Cześć co u Was ?
- A co, nie masz o czym na blogu pisać ?

Taki lajf. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Sprawiedliwość

Sto pieprzonych złotych muszę zapłacić za piwo, którego nawet łyk nie zdążyłem wypić. Zawsze najbardziej żałowałem tego, czego nie zrobiłem.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Odkurzyłem dziś dokładnie całe mieszkanie, wszystkie kąty, nawet te,
do których dawno nie zaglądałem.
Okazuje się, że są rzeczy, które nigdy nie umierają.

wtorek, 12 kwietnia 2011

sobota, 9 kwietnia 2011

Prześwietlenie

Dzisiaj w pracy umęczyłem się na maxa nic nie robieniem. Potem pojechałem prześwietlić sobie głowę. Biała kapsuła przypominająca statek kosmiczny wcale nie wyła jak potępieniec, nie zrobiła ze mnie hamburgera, nie miałem też napadu klaustrofobii ani nie stała się żadna z rzeczy, które potencjalnie uważałem za możliwe. Może dlatego, że była made in USA a nie ZSRR, jak się spodziewałem, a oni co jak co, ale krzywdy człowiekowi nie zrobią. Wracając do domu chciałem ominąć korki, w związku z czym wymyśliłem rewelacyjny skrót. Stałem w korku 45 minut.

Następnie, mając dość podróży samochodem, na zakupy wybrałem się pieszo. Po drodze nasrał na mnie ptak, co w połączeniu z ceną 95-tki na pobliskiej stacji benzynowej znacznie pogorszyło mój i tak już nienajlepszy nastrój. W sklepie, po wnikliwej analizie wielkości kolejki i tempa jej poruszania się, wybrałem kasę, która się zacięła, skończył się w niej papier, dwa razy nabiła ten sam paragon i w ogóle zepsuło się wszystko co możliwe. Do domu ledwo wróciłem - dwie wielkie, wypchane po brzegi torby, zgrzewka wody mineralnej i dwanaście rolek papieru toaletowego znacznie łatwiej transportuje się autem. Tak w zasadzie to po co mi tyle żarcia ? Prawdę mówiąc starczyłaby mi połowa z tego...

Chwilę tak bezcennej refleksji przerwał dźwięk telefonu. Numer ukryty - pewnie znowu cyfra się dobija i chcą mi coś wcisnąć. A może to jakaś super ważna informacja, która odmieni moje życie ?
" Mamy dla Pana specjalną ofertę, tylko teraz cztery dodatkowe kanały w cenie..."
Mimo, że postanowiłem sobie - żadnych zbędnych bajerów, prawie dałem się przekonać. Gadają tak, że człowiek nie wie jak odmówić. Jak Ci goście to robią ?? Chyba muszą być made in USA. Ta nierówna walka skończyła się zwycięstwem zdrowego rozsądku nad chęcią posiadania wszystkiego, kosztowała mnie jednak niemało wysiłku.

Co za gówniany dzień - pomyślałem. Tępo patrząc w okno, zdałem sobie nagle sprawę, że to wszystko układa się w sensowną całość. Największym ciężarem dla mnie jest to, czego tak naprawdę nie potrzebuję, ciągle tracę siły na jakieś bezsensowne rzeczy, a wymyślanie i kombinowanie zamiast ułatwiać, utrudnia mi życie ! I jeszcze ptaki na mnie srają.

Genialne to prześwietlenie.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Recepta

Siedemnaście rodzajów leków, sto sześćdziesiąt osiem złotych polskich, dwadzieścia trzy minuty i sryljard pytań. Taki wynik osiągnęła około osiemdziesięcioletnia Pani, stojąca przede mną w kolejce. Z drugiej recepty, pierwszej nie liczyłem.
"Ja pierdolę, pół apteki kupi" - dobiegł mnie głos zza pleców. Ja też nie byłem zachwycony, jednak początkową irytację zastąpiła ciekawość. Przyjrzałem się - spokojna, uśmiechnięta, znalazła nawet czas, żeby porozmawiać o pogodzie...

Spojrzałem na siebie. Zdenerwowany, sfrustrowany, w ciągłym pośpiechu, wiecznie niezadowolony. Trochę przesadziłem, ale wynik kiepski. Żeby tak wyciągnąć receptę i już. Niestety na moją przypadłość mgr farmacji
nie znalazła leku. Muszę poszukać go sam.