sobota, 23 kwietnia 2011

Dunaj

Mój pies jak był mały, podbiegał do wszystkich innych czworonogów w celu wąchania się po tyłkach i ogólnie dobrej zabawy. Większość z nich nie podzielała jego entuzjazmu. Owszem zdarzało się, że po szybkim wąchanku zaczynały się bawić, bądź robić inne miłe rzeczy. Jednak bardzo często w zamian za natychmiastowy kredyt zaufania, wyrazy sympatii i ogólną bezpruderyjność, dostawał wyszczerzone kły i pyskówki. Raz nawet jeden wybraniec odgryzł mu kawałek ucha. Po jakimś czasie Dunaj zdał sobie sprawę, że inne psy wcale nie są takie jak mu się wydawało i nie można z nimi tak po prostu się bawić. Myślę, że było mu bardzo przykro. Z czasem sam stał się taki jak one - nieufny i niemiły. Dawną radość i spontan zastąpiły niechęć i podejrzliwość.

Któregoś dnia nażarł się zfajczonych żeberek z grila. Nie dopilnowaliśmy cholery. Musiał mieć operację. Po zabiegu wyglądał dość gównianie. Zflaczałe ciało, oczy wywrócone białkami do góry. Przez pierwszy tydzień prawie się nie ruszał, ledwo jadł i pił. Później zaczął chodzić i robić inne rzeczy, ale nigdy już nie był taki jak przedtem. Na koniec zdechł.

Pamiętam jak szczekał  pod domem, żeby go wpuścić do środka. Strasznie mnie to wtedy wkurzało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz