niedziela, 11 września 2011

Sraczka i inne nieszczęścia

Naprawdę piękny wieczór, jeden z ostatnich takich tego roku. Dwadzieścia kilka stopni, lekki wiaterek, miasto tętni życiem. Nic tylko pójść w tany.

Jeden wyprowadził się gdzieś na wieś, drugi kłóci się poraz tysięczny z dziewczyną, trzeci nie ma siły, czwarty ma sraczkę i nie może opuścić domu na dłużej niż pół godziny, kolejny ma żonę - efekt podobny do poprzedniego, jeszcze inny bawi dziecko - śliczne małe gili gili, a ti ti ti, ti bobasku. Zawsze kurwa coś. Nie obraźcie się chłopaki, nie mówię, że żona czy sraczka to coś złego, w końcu każdemu może się przydarzyć, ale czy my już nigdy nie wyskoczymy na miasto ?

To teraz siedzę w domu, jakiś debilny serial oglądam, opróżniam lodówkę i pociągam browara. A miałem nie jeść na noc. Jak tak dalej pójdzie to sraczka gotowa, a kto wie czy nie pozostałe nieszczęścia.

2 komentarze:

  1. Pozostałe? Myślisz, że sraczka Ciebie jakoś wyswata? No, jest opcja, że zatkasz kanalizację i sąsiadka mieszkająca piętro niżej przyjdzie na skargę? To byłoby dziwne :)

    "a ti ti ti, ti bobasku" - dooobre! :D

    OdpowiedzUsuń