sobota, 31 grudnia 2011

Po prostu

Zazwyczaj nie robiłem wielu rzeczy, które chciałem robić, bo się bałem i myślałem, że to nie ma sensu. Nigdy nie będę na tyle dobry, żeby coś osiągnąć, zawsze będzie ktoś lepszy i generalnie nie opłaca się.

Nadal się boję, trochę mniej, ale przede wszystkim już nie zastanawiam się tyle i po prostu to robię. Tak jest o wiele lepiej. Okazuje się, że ważniejsze od tego czy coś osiągnę, jest czy w ogóle coś robię. A może to jedno i to samo. Że też do takich oczywistych oczywistości dochodzę dopiero teraz.

środa, 21 grudnia 2011

Cały czas

Tak bardzo chciałbym cofnąć czas. Wydaje mi się, że zrobiłbym wtedy wiele rzeczy inaczej. Albo przenieść się w przyszłość, tam pewnie też będzie lepiej.
A tu tylko to cholerne teraz. Cały czas to pieprzone teraz.

Już wydawało mi się, że ostatnio trochę zmądrzałem. Wygląda na to, że jeszcze nie.

wtorek, 13 grudnia 2011

O wypadaniu

Odkąd jeżdżę do pracy tramwajem, mam więcej czasu żeby pomyśleć. Trochę o moim życiu, trochę o niczym, w sumie pokrewne tematy. To chyba przesuwający się za oknem krajobraz wprawia mnie w stan chwilowej zadumy. Można też nazwać to osłupieniem, albo po prostu przysypiam. W każdym bądź razie te nostalgiczno - senne uczucie jest całkiem przyjemne. Dziwne, bo zazwyczaj kiedy myślę o swoim życiu, ściska mnie w gardle i robi mi się niedobrze. Znacznie mniej się denerwuję niż jadąc autem, bo wtedy jedną połowę kierowców muszę wyprzedzić, a drugą zbluzgać. Nic to nie daje, ale zawsze tak robię.

Są też minusy jazdy mpk. Trzeba jakoś znieść tłum ludzi, ich ciężki zapach i głośne rozmowy. No i zawsze obok mnie usiądzie jakaś stara, gruba baba. Ładna, młoda - nigdy.

Najbardziej stresuje się jednak, gdy wiozę ze sobą obiad. Co prawda jest zapakowany w pudełko, szczelnie zawinięty w reklamówkę i wepchnięty na dno torby, jednak niezmiennie wprawia mnie to w zakłopotanie. Raz, że torba wygląda brzydko - jest nienaturalnie wypchana, gdyż obiad musi leżeć na płask. W pionie, bokiem jakoś może było by lepiej, ale wtedy mogłoby coś wycieknąć. O konsekwencjach nawet nie chcę myśleć. Dwa - boję się, że zapach przedrze się przez kolejne zabezpieczenia, w rezultacie czego wokół mnie będzie unosiła się np. delikatna nuta pulpecików w sosie koperkowym. To by może wyjaśniało brak towarzystwa młodych dziewczyn.
No i przede wszystkim boję się, że to wszystko wypadnie na podłogę. Katastrofa jakaś. Już widzę, jak pulpeciki jeden po drugim wylatują z torby i toczą się pomiędzy nogami ludzi na drugi koniec wagonu. Rzucam się za nimi chcąc wszystkie szybko i bezszelestnie wyłapać, pozostając niezauważonym. Niestety jest to niemożliwe. Pulpeciki jak na złość przetaczają się w coraz trudniej dostępne miejsca, pod siedzenia, pod płaszcze ludzi, przez otwierające się drzwi wpadają na kolejnych wchodzących do tramwaju pasażerów. Bezsilny i wściekły zamieram w bezruchu a ludzie z pogardą, drwiną i tym cholernym uśmieszkiem patrzą na mnie.

Wszyscy. Jakby nikomu, nigdy, nic nie wypadło.

niedziela, 4 grudnia 2011

Rok

To był najgorszy i zarazem najlepszy rok w moim życiu. Nie wiem jak to możliwe, ale tak właśnie jest.