wtorek, 11 grudnia 2012

Mój kumpel kiedy je pizze, jest tak zajebiście skupiony, że prawie znika.
Na Jego czole rysują się głębokie bruzdy, a wzrok sięga gdzieś daleko, jest zupełnie nieobecny.
Tak bardzo można się skupić chyba tylko na niczym. Genialne.

wtorek, 27 listopada 2012

Jak dobrze, kiedy człowiek wyrzuci z siebie coś, czym dusi się od dłuższego czasu.
Okazuje się, że są rzeczy, na które wydawało się, że jest za późno,
a w rzeczywistości było za wcześnie.

środa, 14 listopada 2012

Zastanawiam się czy nie kupić kampera i nie wyjechać. Jakoś sobie poradzę, znajdę pracę, żarcie w supermarketach jest tanie. Nie wiem ile kosztuje miejsce na takim parkingu. Na pewno da się to zrobić. Tak naprawdę niewiele potrzeba, żeby przeżyć. Dlaczego nie potrafię tego zrobić tutaj.

Umówił bym się ze sobą na randkę, ale nigdy nie chciałbym spędzić ze sobą życia.

czwartek, 8 listopada 2012

Za dychę dostałem 3 kiełbasy, kaszankę i grilowane warzywa. Wypas. Naprawdę świetny festiwal fotografii.

Bardzo spodobała mi się książka, której kolejne fotografie na pozór nie pasowały do siebie, jednak razem w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób tworzyły spójną całość. Dzięki temu była jakby bardziej prawdziwa, ludzka, a to że nie mieściła w zbiorze pojęć i kształtów, do których oko i umysł przywykł i co gorsza, jak się okazuje dąży, cóż...

Dziś po raz kolejny coś zrozumiałem.

środa, 7 listopada 2012

Coraz więcej osób mówi mi to samo, nawet Ci, którzy wydawałoby się, nie znają mnie wcale bądź bardzo słabo. Wygląda na to, że niedługo pozostanę jako jedyny, który nie wie co ma ze sobą zrobić.


Dystymia (depresja nerwicowa, depresyjne zaburzenie osobowości, przewlekła depresja z lękiem) – typ depresji charakteryzujący się przewlekłym (trwającym kilka lat lub dłużej) obniżeniem nastroju o przebiegu łagodniejszym niż w przypadku depresji endogennej. Szacuje się, że około 2-5% populacji ogólnej wykazuje objawy dystymiczne. (...)


Objawy kliniczne:
Diagnoza dystymii wymaga obecności przynajmniej dwóch z następujących objawów, utrzymujących się przynajmniej 2 lata, a okresy remisji, o ile występują, trwają nie dłużej niż 2 miesiące:

- zaburzenia łaknienia
- zaburzenia snu
- uczucie zmęczenia
- deficyt uwagi
- trudności decyzyjne
- niska samoocena
- poczucie beznadziejności

Wikipedia

Nie zgadza się tylko to, że wpieprzam jak żyrafa tatarak. 
Mam wrażenie, że to dużo więcej niż 2 do 5 %.

poniedziałek, 15 października 2012

Coraz rzadziej tu zaglądam. Rzygać mi się chcę, kiedy to czytam. Sentymentalne pieprzenie na własne życzenie. Nawet się rymuje.

Jakiś czas temu rozmawiałem z koleżanką :
- Cześć Rene, jak się czujesz ?
- Hm, dobrze, w zasadzie to czuję się tak, jak chcę się czuć.

Jeśli tak, to znaczy, że ja to po prostu lubię. I nienawidzę jednocześnie.

" To się leczy proszę Pana ".

Ciągle mi się spieszy. Niczego nie mogę spokojnie zrobić. Przeczytać książki, obejrzeć filmu, zjeść kolacji, wypić herbaty, pójść na spacer, siedzieć, leżeć, patrzeć, myśleć, mówić, nie mówić. Chcę szybko zasypiać i szybko się budzić. Kończyć coś, zanim na dobre zacznę. Chcę odpocząć, ale nie mogę bo się denerwuję, że czas tracę, że muszę coś robić. Przecież tak się nie da nic zrobić ! Gdzie ja się tak kurwa spieszę ?

A taki lew - król jakby nie było - głównie śpi. Czasami zapoluje, ale rzadko bo raczej lwica to robi. Jak nie śpi to je, albo rucha lwicę i z powrotem idzie spać. Nigdzie mu się nie spieszy. Mógłbym się od Niego dużo nauczyć.

I w ogóle to nic mnie nie interesuje. W sensie co się na świecie dzieje. Co kto powiedział, kto zbankrutował a kto został milionerem. Kto kogo okradł, kto wygrał, kto przegrał, kto zrobił coś zajebistego albo bardzo niefajnego. Czy jest już nowy model iphona, co jest modne a co nie, ile pali najnowszy silnik diesla, jak wygląda nowa partnerka starego partnera i dlaczego mężczyźni zdradzają kobiety i odwrotnie. To może akurat jeszcze najbardziej.

Lew. A już wydawało mi się, że nie mam autorytetów.

środa, 26 września 2012

" - Serce to rzecz, której Ty sam nie rozumiesz ?
  - Czasami - odparłem. - Czasami rozumiem je dopiero po jakimś czasie. Często, gdy jest już za późno. A najczęściej wcale o nim nie pamiętam. Dlatego tak łatwo się gubię.
  - To Twoje serce nie jest doskonałe (...)
  - Masz rację. Nie jest doskonałe - powiedziałem. - Ale zostawia po sobie ślad. Idąc za tym śladem, mogę przejść jeszcze raz tą samą drogą. Jak po śladach zostawionych na śniegu.
  - Dokąd prowadzą te ślady ?
  - Do samego siebie odpowiedziałem. - Takie właśnie jest serce. Bez niego nie ma już żadnej drogi."

Haruki Murakami  "Koniec świata i Hard-boiled Wonderland"
 
Od morza wieje mocny wiatr, gnąc potężne drzewa niczym zapałki. Stare miasto odbija się w czarnej tafli wody, tworząc wraz z plątaniną dźwięków piękną i szaloną mozaikę. Wszystko zdaje się być inne, nowe i obce. Wiem, że już nigdy nie będzie tak, jak przedtem. Cholernie ciężko zostawia się cząstkę siebie, nawet po to by móc pójść dalej.

Jeśli życie faktycznie dzieli się na etapy, to w moim właśnie zaczyna się nowy.

Dubrovnik, wrzesień 2012.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Najwięcej w życiu straciłem przez niezdecydowanie i brak wiary w siebie. W zasadzie nie tylko w siebie, w wiele rzeczy. Mimo tego do tej pory niewiele mnie to nauczyło. Ciekawe ile jeszcze muszę stracić, żeby to zmienić. Mam wrażenie, że niedługo nie będę już miał z czego tracić.

wtorek, 14 sierpnia 2012

piątek, 10 sierpnia 2012

Skończyłem 32 lata. Nie wiem co o tym  myśleć. Ostatnio w ogóle nie chce mi się myśleć. To akurat ma swoje duże plusy, minusy też, ale chyba tylko dlatego, że w końcu myślę.

Czasami chciałbym zerżnąć cały świat i swoje życie, tak na ostro, tak za karę.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Wczoraj zajebiście bałem się, że umrę i jak to wtedy będzie. To głupie, przecież wtedy nie będzie. Śmierć jest straszna tylko za życia. Na kacu czuję się okropnie i przychodzą naprawdę głupie myśli. Ale wieczór kawalerski był udany :)

Będę miał artroskopię, czy jakoś tak. Niby zwykły zabieg, skrobią łąkotkę. Nie wiem, mimo wszystko wolałbym cisnąć na nowym fullu po górkach. Lipa trochę, zamiast tego trzeba będzie nauczyć się chodzić o kulach. A właśnie - zbieram na wymarzonego lapierka http://www.lapierre-bikes.co.uk/mtb/all-mountain/zesty/zesty-314 . Dla ułatwienia powiem, że brakuje mi całej kwoty. Chętnych proszę o nie krępowanie się, cel naprawdę zbożny. W zamian mogę zaśpiewać, zatańczyć, zagrać na gitarze albo zrobić kilka zdjęć. Robię też niezłą jajecznicę z pomidorami. Czy za taką propozycję umieszczoną w internecie mogę mieć problemy, w sensie, że to bezprawne i jakiś organ państwowy będzie mnie za to ścigał ? W zasadzie handel wymienny to chyba pierwsza forma transakcji, może poza rozbiciem czaszki kamieniem, także nawiązuję raczej do jaśniejszych kart historii handlu.

W końcu temperatura odrobinę spadła, kropi deszcz. Otwieram okno na oścież, drzwi na korytarz, powietrze zaczyna krążyć. Silniejsze podmuchy ruszają zasłonami przynosząc zbawienne uczucie chłodu. To jedyny sposób, żeby nie zwariować. Mam nadzieję, że skuteczny.

niedziela, 22 lipca 2012

DH

- Nakuuuurwwiaaaasz !!! Dajesz, dajesz, dajesz, ogień !!!

Gość najeżdża na hopę z olbrzymią prędkością, leci kilka metrów, pełną dzidą wpada w zakręt, składa się i wkleja w bandę. Tej jednak nie starcza, rower zatrzymuje się na drzewie, On robiąc kilka fikołków nieco dalej. Momentalnie podnosi się i oszołomiony zabiera sprzęt z trasy.

- Dajesz ! Nic się nie stało, ciśniesz !
- Ale nie mam napędu !
- To nic, ale masz rower !

Ku własnemu zdziwieniu wskakuje z powrotem na piekielną maszynę i ładuje dalej w dół, jakby faktycznie nic się nie stało. Wszyscy biją brawo.

Było pięknie, pełen reset głowy, oby więcej takich wypadów.

sobota, 21 lipca 2012

Zgiełk knajpy działa na mnie kojąco. Nieskończona liczba alkoholi, świateł, kolorów i dźwięków dokładanie wszystko otuliła, jakbym nakrył się grubą kołdrą po sam czubek głowy. Potrzebowałem tego. Zamykasz oczy i znikasz. Nie ma Cię.
Po pierwszym piwie nie mogę odmówić sobie przyjemności zapalenia papierosa, mimo iż moim zdaniem są obrzydliwe. Wychodzę na zewnątrz. Młoda, śliczna dziewczyna z promocji jakichś fajek podchodzi do mnie i z czarującym uśmiechem zaczyna coś mówić. Niewiele rozumiem, trzypasmówka dwa kroki dalej jest zdecydowanie głośniejsza.


- Ale ja nie palę.
- Aha - spogląda pytająco na papierosa w mojej dłoni i na mnie.
- To tylko dzisiaj - tłumaczę się bardziej przed samym sobą niż przed Nią. 


Chciałem coś powiedzieć, zatrzymać Ją, ale zamiast tego zaciągnąłem się ponownie, wzruszając ramionami w geście przeprosin. Kiwnęła głową i odeszła. 


Gość w czerwonym ferrari kolejny raz sprawdza czas przejazdu pomiędzy światłami i reakcję przechodniów.  
- Jak masz takie auto, to nie musisz być romantyczny - mówi do laski obok chłopak ubrany w rurki, wymemłany podkoszulek i wełnianą czapkę. Ta nie odpowiada nic i odprowadza wzrokiem auto. Wciska peta w kratkę popielniczki i wsadza mu język głęboko w gardło. 
Jak oni zakładają te spodnie ?


Wróciłem do baru. Większość chlała piwsko, dwóch poważniejszych gości zamówiło whisky z colą, dziewczyny obok poprosiły o bezalkoholowe drinki owocowe. Barman wepchnął do każdego z nich chyba po pół pomarańczy, zasypał dużą ilością lodu i zalał kilkoma rodzajami soków, przyozdabiając na koniec jakąś zieleniną. Wyglądało ładnie, tyle że kompletnie bez sensu. 
Z początku zerkam na zmianę na zegarek i wejście, że niby na kogoś czekam. Dość marny sposób na to, żeby nie wyjść na frajera siedzącego samemu przy barze. Później stwierdzam, że mam to w dupie i zaczynam grzebać w telefonie. 
Okazuje się, że wszystkie smsy, które mają ponad dwa lata, zabezpieczone są jakąś super blokadą przed skasowaniem. Niewidzialna ręka łapie Cię za gardło i nie pozwala pozbyć się tego bezlitosnego kata - wspomnienia. Zbliżając się do bardziej realnego czasu czytam wiadomość od siostry : dziś są mamy urodziny. Data wysłania - trzy dni temu. 


Nigdy nie pamiętałem, kiedy mama ma urodziny. 

czwartek, 19 lipca 2012

Not for you

Siedzimy przy stole, stała grupa, pięć - sześć osób. Jest koło 13, czas na obiad. Można na chwilę oderwać się od monitora i pogadać, jak to jest chujowo i ile jeszcze pociągniemy. Ja mam kotlety od starych, do tego bułkę z lidla, jeszcze ciepłą i pomidory. Laski - sałaty i kiełki - norma, kumpel jakąś wszame od żony chyba. Wygląda średnio, wszama, żona lepiej. Bułkę smaruję almette o smaku pomidorów dojrzewających w słońcu. Ziom mówi : patrzcie, bułka z serkiem pomidorowym, do tego pomidory, jeszcze se keczupem polej. Wszyscy rechoczą.


Nie mogę już kurwa, nie wytrzymam dłużej. Już chyba dojrzałem, szkoda, że nie w słońcu.


http://www.youtube.com/watch?v=3NW7wYau1LY

wtorek, 12 czerwca 2012

Stabilizacja

Niektórzy uważają, że nie istnieje coś takiego jak stabilizacja życiowa. To jedynie postawa, którą staramy się przyjąć i spełnić, bo jest kulturowo usankcjonowana jako poprawna, a nawet nobilitująca. Natura ludzka źle się czuje w takiej roli, bo bliższa jest jej ciągła zmiana, ruch i tworzenie. Jeśli przyjąć, że czas nie istnieje a jedynie bieżąca chwila, dorzucić do tego koncepcję rzeczywistości falowej, światy równoległe i takie tam inne, to wizja stabilizacji wydaje się faktycznie mocno naciągana.

Sam nie wiem co o tym myśleć. Skoro to taka lipa, to dlaczego wciąż tęsknię za nią ? Czyżbym zupełnie poddał się kulturowej presji, kompletnie zgłupiał i robił coś wbrew sobie ? Chcę wierzyć, że nie, ale im bardziej się staram, tym gorzej mi wychodzi. Może faktycznie wmawiam sobie coś, co nie leży w mojej naturze, czego nie potrzebuję tylko boję się do tego przyznać. No bo jeśli nie teraz to kiedy, jeśli nie to, to co ? 

W każdym bądź razie w ogóle mi nie wychodzi ta stabilizacja. 

czwartek, 17 maja 2012

Powódź

Powódź była jakieś dwa i pół roku temu. Woda zalała dwa piętra, drewniane stropy, wszystko stare i dziurawe. U mnie w zasadzie szkody były chyba najmniejsze, łazienka w płytkach nie ucierpiała w ogóle, bardziej pokój, do którego spływała cała woda. Najgorzej było tuż pod drzwiami łazienki, panele rozeszły się, uginały i jęczały. Starałem się omijać to miejsce, ale nawet nie wchodząc na nie, sama świadomość skrzypiącego i gnącego się kawałka podłogi potwornie mnie denerwowała.

To wtedy przyjechała. Koniec roku, krótkie dni, długie, bezsenne noce, potworne mrozy. Strach, rwane spojrzenia, cisza niewypowiedzianych pytań i huk niewykrzyczanych żali. Odległość nie do pokonania.

Dzisiaj spróbowałem. Najpierw ściągnąłem jeden panel. Okazało się, że pod spodem jest zapleśniała, korkowa mata. Zerwałem kolejne. Pod matą znalazłem spękany beton. Skułem spory kawałek, odsłaniając szlam. Kiedy wybrałem cały syf pokazała się drewniana belka, kompletnie spróchniała i przegniła. W niej wielki, zardzewiały gwóźdź. Próbowałem go wyjąć, ale nie dałem rady. Został tam.

Nie wiem jak to naprawić. To już tyle czasu. W ogóle nie radzę sobie z powodziami.

sobota, 28 kwietnia 2012

Skarpetki

Kiedy w sobotę wraca się z pracy o godzinie 22:30 trzeba bardzo uważać, żeby zamiast do pralki, nie wrzucić skarpetek do kibla. Bardzo niefajnie się je wyciąga i ciężko przełamać się, żeby wyprać i nadal używać. Raczej lądują wtedy w śmietniku. W ogóle jak się robi głupie rzeczy, wbrew sobie, trzeba uważać, żeby nie skończyć jak te skarpetki.

środa, 25 kwietnia 2012

Wernisaż

Na wernisażu było dużo ludzi. Przeżyłem i nawet było ok. Kiedy wracałem do domu bardzo padał deszcz i nie było nikogo.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Rzeka

Pamiętam, jak rzeka była zamarznięta. Olbrzymie kawały lodu pękały i piętrzyły się, wchodząc jeden na drugi. Nieruchomy krajobraz ciągnął się w nieskończoność. Było zimno, pusto i głucho.
Teraz rzeka jest czarna i gęsta, światła i dźwięki tańczą po jej lustrze. Jest ciepło, pusto i głucho. Chyba nie mogę mieć żalu do pory roku, tym bardziej do rzeki.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Łóżko

Pomogłem złożyć Jej łóżko. Mówi, że wygodne.

Matura

Pamiętam jak na maturze z polskiego miałem taką chwilę, jakieś 5-10 minut, kiedy w ogóle nie mogłem zebrać myśli. Ale tak dosłownie, czysty odjazd, kompletna pustka, wiedziałem jak się nazywam, i że to matura - to tyle. Byłem przerażony, im bardziej starałem się wrócić na Ziemię, tym bardziej się zapętlałem, blokowałem. Udało mi się jednak dość szybko dojść do siebie i pisać dalej. Zdałem, na 4 chyba. Polonistka mnie lubiła. Na szczęście dla mnie, na nieszczęście dla kogoś innego.

Nie potrafię zatrzymać myśli. Za dużo, za szybko, za bardzo. Ziemia coraz dalej, jeśli ktoś mnie nie polubi, albo nie będzie dla mnie łaskawy, tym razem mogę nie zdać. Jeśli nie dla mnie, to może chociaż na szczęście dla kogoś innego.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Schabowy i źródła ruchu

Na blogspocie jest coś takiego jak statystki i tam są różne informacje, między innymi źródła ruchu na stronie. Adresy url, cokolwiek to znaczy, witryny z odwołaniami i wyszukiwane słowa kluczowe, czyli jak ktoś wpisuje w googla coś tam, to wyskakuje mu coś tam. Oto moje ulubione słowa klucze, dzięki którym blog ten został odwiedzony :

- coś innego na obiad
- bieżnia matrix jak włączyć telewizor
- czy sraczka to coś złego
- drukarnia matrix nie płaci
- www co bocian widzi z gniazda
- gulasz z mózgu

W zamrażarce mam schabowego, leży tam od jakichś 2-3 miesięcy. Czy ktoś wie czy można go jeszcze zjeść ? I co to jest internet ?

piątek, 30 marca 2012

Wieczory

Dzisiaj obiecałem sobie, że to będzie mój wieczór. Myślałem o tym od rana, a w zasadzie od jakichś dwóch tygodni staram się wyrwać kilka chwil dla siebie. Nic nie załatwiam, zapominam o kilku sprawach, niczym się nie martwię i z nikim nie gadam. Nie ma mnie. Przydałoby się odpocząć przed snem, skoro budząc się czuję, jakbym położył się pięć minut wcześniej. Koło godziny 20-tej perspektywa ta wydawała się jeszcze całkiem realna. Niestety nie wyłączyłem telefonu i nie wylogowałem z poczty.

Skoczę tylko po ibuprom, szybki prysznic i mogę zaczynać upragniony odpoczynek. Co robili ludzie wieczorami kiedy nie było telefonów i internetu ? I czy w ogóle wieczory jeszcze istnieją ?

wtorek, 13 marca 2012

Australia

Próbuję wciąż wracać w te same "miejsca", ale one są już inne. Bardzo tęsknie za tym jakie były i boję się, że już nigdy nie będą takie same. Nadal nie potrafię się z tym pogodzić. One nie chcą odejść, a ja nie chcę ich puścić.
I tak się mordujemy.

Ponoć Australia jest tak daleko, że jak się tam wyjedzie, to się nie wraca.

poniedziałek, 12 marca 2012

Mikołaj

Dziś dowiedziałem się, że zostanę ojcem chrzestnym. Bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość i jednocześnie trochę przestraszyła. Koniec żartów - trzeba będzie się ogarnąć. Może dobrze mi zrobi odrobina obowiązków i odpowiedzialności, na które sam pewnie bym się nie odważył. Dało mi to też sporo do myślenia. Całe szczęście, że niektóre rzeczy w moim życiu po prostu się dzieją, nie zależą do końca ode mnie i nie muszę rozkminiać ich na tysiąc sposobów, zanim się zdecyduję. Bum i już.

Mam nadzieję, że będę lepszym ojcem chrzestnym niż jestem w ogóle, Tomkiem.
W każdym bądź razie bardzo się postaram, Mikołaj, Ziooom :)

sobota, 3 marca 2012

Coś

Ponoć złe rzeczy mijają, a dobre powracają. Spojrzałem w głąb siebie i okazało się, że coś tam jest. Nie wiem czy to coś wróciło, czy minęło, a może zawsze tam było i zawsze będzie. To co to jest ?

Muszę wyjść z domu, ale i tak zawsze wracam. A może pójdę do łazienki i będę patrzył w lustro. I nie wyjdę dopóki się nie dowiem. Biedna łazienka, może tego nie wytrzymać. Jeszcze nikt tego nie wytrzymał. 

poniedziałek, 20 lutego 2012

Urodziny

Chrzestna przypomniała sobie o moich urodzinach, tych z zeszłego roku. Mam sobie wybrać prezent. Zastanawiam się pomiędzy czajnikiem, bo dziś zaczął cieknąć a patelnią - przypala już dobre kilka miesięcy.

W tym roku skończę 32 lata i jestem niezmiernie zaskoczony tym faktem, mimo, że w zeszłym kończyłem 31, także w zasadzie mogłem się tego spodziewać. Do tej pory nie myślałem o sprzętach AGD jako o potencjalnych prezentach urodzinowych. Co się ze mną dzieje ? I zaraz, zaraz, czy w przyszłym roku skończę 33 lata ? Nie, to chyba niemożliwe. W ogóle to miałem przecież robić karierę muzyka za granicą, albo jakąś inną, a nie kupować patelnie.

Przydałaby mi się zmywarka, to może na okrągłą rocznicę. Takie poważniejsze decyzje dobrze jest planować z wyprzedzeniem.

sobota, 11 lutego 2012

Suszone pomidory

Spotkałem swoją Byłą w knajpie, znowu. Nie tą ostatnią tylko tą pierwszą, pierwszą miłość. Poprzednim razem powiedziała, że mnie kocha, tym razem żebym oświadczył się Jej. Tak na poważnie, widziałem to w Jej oczach.
Wyszedłem. Chciałem pójść na wrapa, ale pomyślałem, że zjem jak wrócę, bo przecież mam kupę żarcia w domu. Zapiekam chleb polany olejem z suszonych pomidorów i przyprawiony. Do tego wędlina, dwa sery, oliwki, jajko na twardo z sosem chrzanowym, no i rzeczone pomidory. Pyszne.

Ona jest nienormalna, albo ja, albo świat. Ktoś na pewno.

niedziela, 5 lutego 2012

Kilka spraw

Jestem wyższy o dwa centymetry niż byłem. Nie wiem jak to możliwe, myślałem że w tym wieku się nie rośnie. Może się wyciągnąłem, ale nie, jeśli już to raczej mogłem się zgarbić. A może jednak się wyciągnąłem. W sumie to faktycznie ostatnio jakoś nie poznaję się. A co jak będę rósł dalej ?

Zapaliłem  papierosa po pięciu miesiącach niepalenia i w ogóle się tym nie przejąłem. Nie mam wyrzutów sumienia, że zmarnowałem ten czas i całą włożoną w to pracę. Dziwne, zawsze strasznie plułem sobie w brodę. Mam nadzieję, że nie wrócę do palenia, brrr.

Zamarzła mi woda w mieszkaniu, ale tylko ciepła w kuchni także luz. Poprzednie zimy zamarzała cała, to znaczy w kuchni nie było ani ciepłej ani zimnej, a w łazience była tylko zimna. Niewesoło, odmarzała wraz z nadejściem odwilży zalewając czasami sąsiadów. W zeszłym roku zdecydowałem więc oprócz dodatkowego ocieplenia założyć kabel grzewczy. Ów kabel wyposażony jest w termostat i włącza się, kiedy ten wskazuje temperaturę +3 na rurze. Wyłącza jak osiągnie +7. Rano odłączyłem go, bo przecież dni takie ciepłe ostatnio. Kiedy w południe chciałem umyć naczynia wody już nie było. Spoko, odpalę kabelek i raz dwa będzie po sprawie. Po godzinie grzania wyłączył się, czyli nagrzał rurki do +7. I nic. Ciekawe, zawsze mnie uczono, że woda powyżej zera jest cieczą, i tak faktycznie było. A tu proszę +7 i lód. Takie czasy. Woda w moim mieszkaniu kpi sobie z praw fizyki. Mars zrzuca na Ziemię kawałki skał, ja rosnę choć już dawno nie powinienem, Szkocja chce niepodległości a niektóre żółwie ponoć oddychają przez odbyt. Chociaż te to chyba zawsze tak miały.

Byłem dziś u rodziców. Mamine pierogi są najlepsze na świecie. Słucham Frisella i nie ma mnie tu. Dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają.

wtorek, 31 stycznia 2012

Jowisz

Dziś jest ten dzień. Pierwszy i póki co jedyny egzemplarz mojego albumu gotowy. Wstałem o siódmej żeby wcześniej wyjść z pracy, odebrać go z drukarni i zdążyć na albumowe spotkanie. Po drodze dowiedziałem się, że właśnie dzisiaj Jowisz przesłania się z Księżycem, czy coś tam robią razem. No to już normalnie nie ma to tamto. Mimo mobilizacji od samego rana ledwo zdążyłem, koniec ferii to powrót koszmarnych korków. Wpadłem do drukarni i zacząłem oglądać. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zielony zafarb, tego się spodziewałem, poziomych pasów na kilku zdjęciach, czyli zwykłego błędu druku - już nie. Niestety nie dopatrzyłem się ich na miejscu i wyszedłem słono płacąc za jeden egzemplarz. Wsiadłem do auta i zacząłem ponownie przewracać strony. Przejrzałem raz, drugi, trzeci i nic.

Pojechałem na spotkanie, wróciłem do domu, patrzę na niego i ciągle to samo. Długo czekałem na tę chwilę. Rok pracy. Straszne, puste mieszkanie. Niekończące się noce i ulice. Potworna cisza rozsadzająca mi głowę. To cholerne uczucie, jakbym ciągle spadał. Słowa i spojrzenia, które będę pamiętał do końca życia. Spojrzenia, których już nigdy nie zobaczę.

To miał być niezwykły dzień. Piję aspirynę, płuczę gardło, znowu się przeziębiłem. Najbardziej niezwykłe były korki. Nawet ten Jowisz jakiś taki, czy ja wiem.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Żarówki

Wymieniałem dziś żarówkę w aucie. Mały, blokujący pręcik był naprawdę upierdliwy, ale po pięciu minutach udało mi się ją wyjąć. No to spoko - pomyślałem, połowa zrobiona. Po jakiejś godzinie, licznych przekleństwach i kilku przerwach celem uspokojenia się i nie rozjebania całej lampy, wkręciłem nową żarówkę.

Zawsze wydawało mi się, że w połowie drogi jest połowa celu. W sumie było mi to na rękę. Niestety te głupie żarówki nie rozumieją tego i świecą dopiero na samym końcu, jakby wcześniej się nie dało. A co jeśli mają rację ?

czwartek, 5 stycznia 2012

Niedźwiedzie

Nie mogę spać. Jestem na maxa zmęczony i śpiący, kładę się i nic. Pierwsze 10 minut jeszcze spoko, wydaje mi się, że zaraz odpłynę. Kolejne 10 staram się nie myśleć, że nie zasnąłem w tych pierwszych dziesięciu. Następne jest już tylko gorzej. Milion spraw startuje z wielkim hukiem i zaczyna krążyć, szybciej i szybciej, robiąc z mojej głowy diabelski młyn na wesołym miasteczku, a mi niedobrze robi się na zwykłej karuzeli. Nie to, że jakieś same smutne rzeczy, fajne też. I te co były, dawno i przed chwilą, i te co będą, jutro i za rok. Nie ma co, wesoło. To chyba trochę od tego, że nowy rok i te życzenia, bilanse, postanowienia. Wszyscy dookoła mówią, że ten będzie lepszy od poprzedniego. Mhm.

Ponoć niedźwiedzie też nie mogą spać. Za ciepło im, tak mówią naukowcy, ja tam nie jestem przekonany. Nie śpią i łażą, jedzenia szukają. A tu lipa, do pyska nie ma co włożyć i się nerwowe robią. Ponoć mogą być agresywne dla ludzi, w sensie, że nawet zjeść mogą. To zabawne, że człowiek tak się oburza i dziwi, kiedy jakiś inny gatunek jest wobec niego agresywny, a jak zjeść chce to już w ogóle bezczelny cham. A jakby tak te niedźwiedzie naprawdę się wkurwiły i napadły na ludzi ? Total war, wszędzie, na wszystkich kontynentach, we wszystkich krajach i w ogóle wszędzie. Najpierw przejęłyby ich naturalne środowiska i osady ludzkie w ich pobliżu. Następnie formując się w większe i lepiej zorganizowane grupy zajmowałyby systematycznie kolejne terytoria. Atakowały by coraz bardziej znaczące miasta, cele strategiczne, państwa, zdobywając w końcu stolice, obalały dotychczasowe rządy i przejmowały władzę na świecie. Ale odjazd. Już widzę jak król niedźwiedź przemawia do niedźwiedziego ludu. Rozochocony tłum futrzaków entuzjastycznie reaguje na królewskie orędzie, wymachując flagami z napisem  "Liberty". Panowie niedźwiedziowie wymieniają się zgodnymi spostrzeżeniami, że w końcu na świecie zapanował ład i porządek. Panie nie zawracając sobie głowy polityką, czuwają nad swym słodkim, baraszkującym dookoła potomstwem oraz wzajemnie komplementują wybór garderoby i fryzur na ten wyjątkowy i jakże radosny dzień. Wszyscy ludzie zjedzeni, a Ci co zostali, służą ciężką pracą bądź stanowią tanią rozrywkę w podrzędnych barach. Na świecie panuje pokój.

Martwi mnie tylko, że wcześniej czy później Misie zaczną się okłamywać, okradać, knować, nakładać sobie embarga, wstrzymywać dostawy gazu, pompować sztucznie walutę, zamykać szlaki handlowe, grozić, wyzyskiwać i zbroić. W końcu się pozabijają albo tak nasyfią, że znowu zrobi się za ciepło albo za zimno. Ktoś nie będzie mógł zasnąć albo ktoś się obudzi i wszystko zacznie się od nowa. Taki już chyba jest los dominującego gatunku.

Nie mogę zasnąć.