wtorek, 31 stycznia 2012

Jowisz

Dziś jest ten dzień. Pierwszy i póki co jedyny egzemplarz mojego albumu gotowy. Wstałem o siódmej żeby wcześniej wyjść z pracy, odebrać go z drukarni i zdążyć na albumowe spotkanie. Po drodze dowiedziałem się, że właśnie dzisiaj Jowisz przesłania się z Księżycem, czy coś tam robią razem. No to już normalnie nie ma to tamto. Mimo mobilizacji od samego rana ledwo zdążyłem, koniec ferii to powrót koszmarnych korków. Wpadłem do drukarni i zacząłem oglądać. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zielony zafarb, tego się spodziewałem, poziomych pasów na kilku zdjęciach, czyli zwykłego błędu druku - już nie. Niestety nie dopatrzyłem się ich na miejscu i wyszedłem słono płacąc za jeden egzemplarz. Wsiadłem do auta i zacząłem ponownie przewracać strony. Przejrzałem raz, drugi, trzeci i nic.

Pojechałem na spotkanie, wróciłem do domu, patrzę na niego i ciągle to samo. Długo czekałem na tę chwilę. Rok pracy. Straszne, puste mieszkanie. Niekończące się noce i ulice. Potworna cisza rozsadzająca mi głowę. To cholerne uczucie, jakbym ciągle spadał. Słowa i spojrzenia, które będę pamiętał do końca życia. Spojrzenia, których już nigdy nie zobaczę.

To miał być niezwykły dzień. Piję aspirynę, płuczę gardło, znowu się przeziębiłem. Najbardziej niezwykłe były korki. Nawet ten Jowisz jakiś taki, czy ja wiem.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Żarówki

Wymieniałem dziś żarówkę w aucie. Mały, blokujący pręcik był naprawdę upierdliwy, ale po pięciu minutach udało mi się ją wyjąć. No to spoko - pomyślałem, połowa zrobiona. Po jakiejś godzinie, licznych przekleństwach i kilku przerwach celem uspokojenia się i nie rozjebania całej lampy, wkręciłem nową żarówkę.

Zawsze wydawało mi się, że w połowie drogi jest połowa celu. W sumie było mi to na rękę. Niestety te głupie żarówki nie rozumieją tego i świecą dopiero na samym końcu, jakby wcześniej się nie dało. A co jeśli mają rację ?

czwartek, 5 stycznia 2012

Niedźwiedzie

Nie mogę spać. Jestem na maxa zmęczony i śpiący, kładę się i nic. Pierwsze 10 minut jeszcze spoko, wydaje mi się, że zaraz odpłynę. Kolejne 10 staram się nie myśleć, że nie zasnąłem w tych pierwszych dziesięciu. Następne jest już tylko gorzej. Milion spraw startuje z wielkim hukiem i zaczyna krążyć, szybciej i szybciej, robiąc z mojej głowy diabelski młyn na wesołym miasteczku, a mi niedobrze robi się na zwykłej karuzeli. Nie to, że jakieś same smutne rzeczy, fajne też. I te co były, dawno i przed chwilą, i te co będą, jutro i za rok. Nie ma co, wesoło. To chyba trochę od tego, że nowy rok i te życzenia, bilanse, postanowienia. Wszyscy dookoła mówią, że ten będzie lepszy od poprzedniego. Mhm.

Ponoć niedźwiedzie też nie mogą spać. Za ciepło im, tak mówią naukowcy, ja tam nie jestem przekonany. Nie śpią i łażą, jedzenia szukają. A tu lipa, do pyska nie ma co włożyć i się nerwowe robią. Ponoć mogą być agresywne dla ludzi, w sensie, że nawet zjeść mogą. To zabawne, że człowiek tak się oburza i dziwi, kiedy jakiś inny gatunek jest wobec niego agresywny, a jak zjeść chce to już w ogóle bezczelny cham. A jakby tak te niedźwiedzie naprawdę się wkurwiły i napadły na ludzi ? Total war, wszędzie, na wszystkich kontynentach, we wszystkich krajach i w ogóle wszędzie. Najpierw przejęłyby ich naturalne środowiska i osady ludzkie w ich pobliżu. Następnie formując się w większe i lepiej zorganizowane grupy zajmowałyby systematycznie kolejne terytoria. Atakowały by coraz bardziej znaczące miasta, cele strategiczne, państwa, zdobywając w końcu stolice, obalały dotychczasowe rządy i przejmowały władzę na świecie. Ale odjazd. Już widzę jak król niedźwiedź przemawia do niedźwiedziego ludu. Rozochocony tłum futrzaków entuzjastycznie reaguje na królewskie orędzie, wymachując flagami z napisem  "Liberty". Panowie niedźwiedziowie wymieniają się zgodnymi spostrzeżeniami, że w końcu na świecie zapanował ład i porządek. Panie nie zawracając sobie głowy polityką, czuwają nad swym słodkim, baraszkującym dookoła potomstwem oraz wzajemnie komplementują wybór garderoby i fryzur na ten wyjątkowy i jakże radosny dzień. Wszyscy ludzie zjedzeni, a Ci co zostali, służą ciężką pracą bądź stanowią tanią rozrywkę w podrzędnych barach. Na świecie panuje pokój.

Martwi mnie tylko, że wcześniej czy później Misie zaczną się okłamywać, okradać, knować, nakładać sobie embarga, wstrzymywać dostawy gazu, pompować sztucznie walutę, zamykać szlaki handlowe, grozić, wyzyskiwać i zbroić. W końcu się pozabijają albo tak nasyfią, że znowu zrobi się za ciepło albo za zimno. Ktoś nie będzie mógł zasnąć albo ktoś się obudzi i wszystko zacznie się od nowa. Taki już chyba jest los dominującego gatunku.

Nie mogę zasnąć.