poniedziałek, 20 lutego 2012

Urodziny

Chrzestna przypomniała sobie o moich urodzinach, tych z zeszłego roku. Mam sobie wybrać prezent. Zastanawiam się pomiędzy czajnikiem, bo dziś zaczął cieknąć a patelnią - przypala już dobre kilka miesięcy.

W tym roku skończę 32 lata i jestem niezmiernie zaskoczony tym faktem, mimo, że w zeszłym kończyłem 31, także w zasadzie mogłem się tego spodziewać. Do tej pory nie myślałem o sprzętach AGD jako o potencjalnych prezentach urodzinowych. Co się ze mną dzieje ? I zaraz, zaraz, czy w przyszłym roku skończę 33 lata ? Nie, to chyba niemożliwe. W ogóle to miałem przecież robić karierę muzyka za granicą, albo jakąś inną, a nie kupować patelnie.

Przydałaby mi się zmywarka, to może na okrągłą rocznicę. Takie poważniejsze decyzje dobrze jest planować z wyprzedzeniem.

sobota, 11 lutego 2012

Suszone pomidory

Spotkałem swoją Byłą w knajpie, znowu. Nie tą ostatnią tylko tą pierwszą, pierwszą miłość. Poprzednim razem powiedziała, że mnie kocha, tym razem żebym oświadczył się Jej. Tak na poważnie, widziałem to w Jej oczach.
Wyszedłem. Chciałem pójść na wrapa, ale pomyślałem, że zjem jak wrócę, bo przecież mam kupę żarcia w domu. Zapiekam chleb polany olejem z suszonych pomidorów i przyprawiony. Do tego wędlina, dwa sery, oliwki, jajko na twardo z sosem chrzanowym, no i rzeczone pomidory. Pyszne.

Ona jest nienormalna, albo ja, albo świat. Ktoś na pewno.

niedziela, 5 lutego 2012

Kilka spraw

Jestem wyższy o dwa centymetry niż byłem. Nie wiem jak to możliwe, myślałem że w tym wieku się nie rośnie. Może się wyciągnąłem, ale nie, jeśli już to raczej mogłem się zgarbić. A może jednak się wyciągnąłem. W sumie to faktycznie ostatnio jakoś nie poznaję się. A co jak będę rósł dalej ?

Zapaliłem  papierosa po pięciu miesiącach niepalenia i w ogóle się tym nie przejąłem. Nie mam wyrzutów sumienia, że zmarnowałem ten czas i całą włożoną w to pracę. Dziwne, zawsze strasznie plułem sobie w brodę. Mam nadzieję, że nie wrócę do palenia, brrr.

Zamarzła mi woda w mieszkaniu, ale tylko ciepła w kuchni także luz. Poprzednie zimy zamarzała cała, to znaczy w kuchni nie było ani ciepłej ani zimnej, a w łazience była tylko zimna. Niewesoło, odmarzała wraz z nadejściem odwilży zalewając czasami sąsiadów. W zeszłym roku zdecydowałem więc oprócz dodatkowego ocieplenia założyć kabel grzewczy. Ów kabel wyposażony jest w termostat i włącza się, kiedy ten wskazuje temperaturę +3 na rurze. Wyłącza jak osiągnie +7. Rano odłączyłem go, bo przecież dni takie ciepłe ostatnio. Kiedy w południe chciałem umyć naczynia wody już nie było. Spoko, odpalę kabelek i raz dwa będzie po sprawie. Po godzinie grzania wyłączył się, czyli nagrzał rurki do +7. I nic. Ciekawe, zawsze mnie uczono, że woda powyżej zera jest cieczą, i tak faktycznie było. A tu proszę +7 i lód. Takie czasy. Woda w moim mieszkaniu kpi sobie z praw fizyki. Mars zrzuca na Ziemię kawałki skał, ja rosnę choć już dawno nie powinienem, Szkocja chce niepodległości a niektóre żółwie ponoć oddychają przez odbyt. Chociaż te to chyba zawsze tak miały.

Byłem dziś u rodziców. Mamine pierogi są najlepsze na świecie. Słucham Frisella i nie ma mnie tu. Dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają.