wtorek, 17 kwietnia 2012

Matura

Pamiętam jak na maturze z polskiego miałem taką chwilę, jakieś 5-10 minut, kiedy w ogóle nie mogłem zebrać myśli. Ale tak dosłownie, czysty odjazd, kompletna pustka, wiedziałem jak się nazywam, i że to matura - to tyle. Byłem przerażony, im bardziej starałem się wrócić na Ziemię, tym bardziej się zapętlałem, blokowałem. Udało mi się jednak dość szybko dojść do siebie i pisać dalej. Zdałem, na 4 chyba. Polonistka mnie lubiła. Na szczęście dla mnie, na nieszczęście dla kogoś innego.

Nie potrafię zatrzymać myśli. Za dużo, za szybko, za bardzo. Ziemia coraz dalej, jeśli ktoś mnie nie polubi, albo nie będzie dla mnie łaskawy, tym razem mogę nie zdać. Jeśli nie dla mnie, to może chociaż na szczęście dla kogoś innego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz