wtorek, 12 czerwca 2012

Stabilizacja

Niektórzy uważają, że nie istnieje coś takiego jak stabilizacja życiowa. To jedynie postawa, którą staramy się przyjąć i spełnić, bo jest kulturowo usankcjonowana jako poprawna, a nawet nobilitująca. Natura ludzka źle się czuje w takiej roli, bo bliższa jest jej ciągła zmiana, ruch i tworzenie. Jeśli przyjąć, że czas nie istnieje a jedynie bieżąca chwila, dorzucić do tego koncepcję rzeczywistości falowej, światy równoległe i takie tam inne, to wizja stabilizacji wydaje się faktycznie mocno naciągana.

Sam nie wiem co o tym myśleć. Skoro to taka lipa, to dlaczego wciąż tęsknię za nią ? Czyżbym zupełnie poddał się kulturowej presji, kompletnie zgłupiał i robił coś wbrew sobie ? Chcę wierzyć, że nie, ale im bardziej się staram, tym gorzej mi wychodzi. Może faktycznie wmawiam sobie coś, co nie leży w mojej naturze, czego nie potrzebuję tylko boję się do tego przyznać. No bo jeśli nie teraz to kiedy, jeśli nie to, to co ? 

W każdym bądź razie w ogóle mi nie wychodzi ta stabilizacja. 

4 komentarze:

  1. najprościej ujmując Twój zawiły wywód: Ty się do tego zupełnie nie nadajesz:) i pogódź się z tym po prostu i przestań przejmować się pressingiem sfer otaczających.

    Ludzie.. i Ty mówisz mi "filozofie"...?:)

    ps. A co właściwie jest złego w braku stabilizacji, hmm?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dobijaj mnie... Może nie ma nic złego w braku stabilizacji, ale dobrego za dużo też jakoś nie odczuwam. Zależy czego się potrzebuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba trochę jest tak...że pewni ludzie dopóki nie osiągną takiej "stabilizacji wewnętrznej"...nie osiągną jej też z innym człowiekiem. Ja z tym walczę parę lat:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, ład wewnętrzny to jest klucz. Bosh... jak ja mam dość tej walki :/

    OdpowiedzUsuń