niedziela, 22 lipca 2012

DH

- Nakuuuurwwiaaaasz !!! Dajesz, dajesz, dajesz, ogień !!!

Gość najeżdża na hopę z olbrzymią prędkością, leci kilka metrów, pełną dzidą wpada w zakręt, składa się i wkleja w bandę. Tej jednak nie starcza, rower zatrzymuje się na drzewie, On robiąc kilka fikołków nieco dalej. Momentalnie podnosi się i oszołomiony zabiera sprzęt z trasy.

- Dajesz ! Nic się nie stało, ciśniesz !
- Ale nie mam napędu !
- To nic, ale masz rower !

Ku własnemu zdziwieniu wskakuje z powrotem na piekielną maszynę i ładuje dalej w dół, jakby faktycznie nic się nie stało. Wszyscy biją brawo.

Było pięknie, pełen reset głowy, oby więcej takich wypadów.

sobota, 21 lipca 2012

Zgiełk knajpy działa na mnie kojąco. Nieskończona liczba alkoholi, świateł, kolorów i dźwięków dokładanie wszystko otuliła, jakbym nakrył się grubą kołdrą po sam czubek głowy. Potrzebowałem tego. Zamykasz oczy i znikasz. Nie ma Cię.
Po pierwszym piwie nie mogę odmówić sobie przyjemności zapalenia papierosa, mimo iż moim zdaniem są obrzydliwe. Wychodzę na zewnątrz. Młoda, śliczna dziewczyna z promocji jakichś fajek podchodzi do mnie i z czarującym uśmiechem zaczyna coś mówić. Niewiele rozumiem, trzypasmówka dwa kroki dalej jest zdecydowanie głośniejsza.


- Ale ja nie palę.
- Aha - spogląda pytająco na papierosa w mojej dłoni i na mnie.
- To tylko dzisiaj - tłumaczę się bardziej przed samym sobą niż przed Nią. 


Chciałem coś powiedzieć, zatrzymać Ją, ale zamiast tego zaciągnąłem się ponownie, wzruszając ramionami w geście przeprosin. Kiwnęła głową i odeszła. 


Gość w czerwonym ferrari kolejny raz sprawdza czas przejazdu pomiędzy światłami i reakcję przechodniów.  
- Jak masz takie auto, to nie musisz być romantyczny - mówi do laski obok chłopak ubrany w rurki, wymemłany podkoszulek i wełnianą czapkę. Ta nie odpowiada nic i odprowadza wzrokiem auto. Wciska peta w kratkę popielniczki i wsadza mu język głęboko w gardło. 
Jak oni zakładają te spodnie ?


Wróciłem do baru. Większość chlała piwsko, dwóch poważniejszych gości zamówiło whisky z colą, dziewczyny obok poprosiły o bezalkoholowe drinki owocowe. Barman wepchnął do każdego z nich chyba po pół pomarańczy, zasypał dużą ilością lodu i zalał kilkoma rodzajami soków, przyozdabiając na koniec jakąś zieleniną. Wyglądało ładnie, tyle że kompletnie bez sensu. 
Z początku zerkam na zmianę na zegarek i wejście, że niby na kogoś czekam. Dość marny sposób na to, żeby nie wyjść na frajera siedzącego samemu przy barze. Później stwierdzam, że mam to w dupie i zaczynam grzebać w telefonie. 
Okazuje się, że wszystkie smsy, które mają ponad dwa lata, zabezpieczone są jakąś super blokadą przed skasowaniem. Niewidzialna ręka łapie Cię za gardło i nie pozwala pozbyć się tego bezlitosnego kata - wspomnienia. Zbliżając się do bardziej realnego czasu czytam wiadomość od siostry : dziś są mamy urodziny. Data wysłania - trzy dni temu. 


Nigdy nie pamiętałem, kiedy mama ma urodziny. 

czwartek, 19 lipca 2012

Not for you

Siedzimy przy stole, stała grupa, pięć - sześć osób. Jest koło 13, czas na obiad. Można na chwilę oderwać się od monitora i pogadać, jak to jest chujowo i ile jeszcze pociągniemy. Ja mam kotlety od starych, do tego bułkę z lidla, jeszcze ciepłą i pomidory. Laski - sałaty i kiełki - norma, kumpel jakąś wszame od żony chyba. Wygląda średnio, wszama, żona lepiej. Bułkę smaruję almette o smaku pomidorów dojrzewających w słońcu. Ziom mówi : patrzcie, bułka z serkiem pomidorowym, do tego pomidory, jeszcze se keczupem polej. Wszyscy rechoczą.


Nie mogę już kurwa, nie wytrzymam dłużej. Już chyba dojrzałem, szkoda, że nie w słońcu.


http://www.youtube.com/watch?v=3NW7wYau1LY