poniedziałek, 30 grudnia 2013

Kilka dni temu zatrzasnęło mi się takie jajko do zaparzania herbaty, nie mogę go otworzyć. Stukam, pukam, walę, podważam i nic. Mogę co prawda kupić nowe, jest przecież pełno takich, ale jakoś przywiązałem się. Smutno mi będzie je wyrzucać, ale skoro nie da się otworzyć :/

Mam nadzieję, że przynajmniej nie zrobi histerii, kiedy się poddam.  

Czy są jakieś magiczne zaklęcia do otwierania tego, co się zamknęło i ni chu chu nie chce się otworzyć ? 

wtorek, 10 grudnia 2013

niedziela, 1 grudnia 2013

poniedziałek, 23 września 2013

- Ma Pan działalność gospodarczą ?
- Nie.
- Niedobrze. System jest prowizyjny, przez pierwsze 2-3 mc musi się Pan liczyć z tym, że bez własnej bazy klientów nic Pan nie zarobi.
- Nie mogę korzystać z Waszej bazy klientów ?
- Nie, każdy agent tworzy własną.
- Jest jakaś podstawa ?
- Nie, ewentualnie możemy umówić się na 1000 zł brutto na pokrycie kosztów działalności i paliwo.
- Co z autem ?
- Musi Pan mieć swoje, nie posiadamy aut.
- Acha.
- No i jeśli Pan nie zrobi żadnego obrotu przez pierwsze 2-3 mc będziemy musieli się pożegnać. Wie Pan, koszty utrzymania budynku, Pana komputera, ogrzewania, sekretariatu...

Ja chyba kurwa śnię.

poniedziałek, 16 września 2013

czwartek, 8 sierpnia 2013

Jutro kończę 33 lata.

Od pół roku nie mogę znaleźć pracy. Tyle samo walczę z zapaleniem żołądka i kontuzją pasma biodrowo-piszczelowego. Od trzech lat wracam do pustego mieszkania. Siedzę sam w knajpach, robię sam zakupy, sam jem obiady, śniadania i kolacje. Jeśli gotuję, to tylko dla siebie, sprzątam, piorę, kładę się spać i wstaje sam. Mijam ludzi na ulicy, przyglądam się Im i zastanawiam, co zrobiłem nie tak. Przeglądam kontakty w telefonie. Wszyscy są zajęci, płacze dziecko, są w pracy, pojechali na wakacje, robią zakupy, mieli ciężki dzień i odpoczywają, etc...

Zaczyna padać i grzmieć, ponoć dzisiaj ma być mega burza.

Mam dość.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Mój kuzyn ochajtał się rok temu, teraz planuje dziecko.

Pamiętam jak ganialiśmy po podwórku. Miał takie śliczne loczki. Puszczaliśmy razem latawca. Kiedy znaleźliśmy wyryte na drzewach krzyże, uciekaliśmy na oślep, skacząc przez sięgające nam do pasa płoty. Widzieliśmy razem ducha w ogrodzie. Świecił się i poruszał bezszelestnie. Nikt nam nie wierzył. Pierwszego papierosa paliliśmy w ubikacji na rodzinnej imprezie. Byliśmy razem na żaglach, graliśmy w bilarda do rana w jakiejś spelunie w Rybicalu, spieprzaliśmy przed właścicielem ośrodka, bo nie zapłaciliśmy za prysznic, czyściliśmy za karę kible. Opróżnialiśmy z win spiżarkę, oglądaliśmy dziewczyny i paliliśmy zioło z takiej małej fajeczki. Trzeszczało jak w kominku. Magnetyzer w kaszlaku to było to. Jeden z os'ów rajdu karkonoskiego, szedł jak przecinak. Pierwszą kontrę złapał, drugą zupełnie zignorował. Cztery koła w powietrzu, uderzenie kołami w glebę i głowami w dach . " Nie zatrzymuj się, musimy stąd wyjechać". Dopiero przy odsprzedaży wyszło, że ma pękniętą podłogę.

Zagapiłem się chyba trochę.

środa, 12 czerwca 2013

"Ściągam na siebie jakieś zasrane klęski,
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki"

Fisz

poniedziałek, 10 czerwca 2013

92% na pisemnym i polali mnie na ustnym.

To był mało prawdopodobny scenariusz.

Nie chce mi się już.

wtorek, 28 maja 2013

Modem świeci na niebiesko. Od aneksu jest tylko gorzej, transfer szaleje, zrywa połączenie. Oddałem 9 butelek i wziąłem dwa czeskie piwka - 3,80, pyli się. Tylko trochę mało.

Za 9 dni egzamin, uprawnienia zawodowe. Zdam to kurwa, zawsze myślałem, że nigdy tego nie zrobię. W końcu będę mógł spokojnie wyjechać na zmywak do UK.

Coraz więcej przejeżdżam na jednym kole. Jest dobrze, warto ćwiczyć.

Loguje się wiele razy dziennie. Odebrane, poczta przychodząca, statystki, źródła ruchu, reklamy, spam, odwiedzili Cię, odwiedziłeś Ich. Nieważne, ważne, że ktoś pisze.

Jest lepiej.

Modem świeci na niebiesko. Śnisz mi się od jakiegoś czasu niemal co noc.


poniedziałek, 13 maja 2013

Obdzwoniłem rodzinę i kumpli :

- Słuchaj, nie wierzę, cały syf z pracą i kasą z ostatniego roku, skończył się w jeden poranek. Jeden pieprzony poranek, jak w amerykańskim filmie. Niemożliwe ! Gość oddał mi kasę, chwilę później zadzwoniła babka :

- Jest Pan nadal zainteresowany pracą u Nas ?
- Yyy, zaskoczyła mnie Pani. Tak jestem.
- To może Pan zaczynać od poniedziałku.

Nie ogarniałem tego co się dzieje. Uczucie nie do opisania.

Cztery godziny później, robiąc przerwę w podjeździe na Wielką Sowę, odbieram telefon :

- Bardzo mi przykro i serdecznie przepraszam, ale jednak nie możemy nawiązać współpracy.
- Zaskoczyła mnie Pani jeszcze bardziej niż rano.

Nawet się nie wkurwiłem. Chwilę pomilczałem i pojechaliśmy dalej.
Zjazd z Sowy czerwonym szlakiem to mistrzostwo świata.

Powiedziałbym - tandetna i naciągana historyjka, a jednak.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Piętro pode mną mieszka Pan J. Jakiś czas temu mieszkanie dzielił z matką. Wieczorami bardzo na Nią krzyczał, że Ją zabije, albo kopnie w dupę tak, że przez okno wyleci. Kiedy przykładałem ucho do podłogi było słychać wyraźniej. Dość często mijaliśmy się na klatce i w okolicy, takie tam cześć cześć, jak leci. Miły, starszy gość. Któregoś dnia nie wytrzymałem i zapytałem czy aby
na pewno wszytko w porządku. Przeprosił i wytłumaczył, że to dlatego, że mama potrafi całą noc gmerać w zamku u drzwi, albo zostawić czajnik na gazie. Powiedziałem, że rozumiem.

Teraz w Jej miejsce jest dwójka studentów. Ona ponoć prawie cały czas się uczy, On jeszcze więcej. Nikt na nikogo nie krzyczy i nic nie słychać, nawet kiedy przyłożę ucho do podłogi. Pana J. spotykam znacznie rzadziej. Jest cicho. Zimy są łagodniejsze, lata nie tak gorące, a wyświetlacze telefonów komórkowych coraz większe.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Na ścianie naprzeciwko, przez szklane drzwi widać obraz. Jeśli miałbym go opisać w dwóch słowach to jest pomarańczowy i miły. W tle jest niebo, zachodzące słońce i woda, wszytko otaczają góry. Na pierwszym planie złocista plaża i kobieta. Jej kontury bez reszty wypełnia czerń. Nie widać oczu, ust, niczego. Jest czarną plamą z idealną talią, kształtnymi piersiami i zgrabną pupą. Jest doskonała. Jedną ręką odgarnia włosy z policzków, drugą trzyma na kroczu. Wiem, że patrzy na mnie. Strasznie mi się podoba i bardzo chciałbym tam z Nią być. Chyba zakochałem się w czarnej plamie na pomarańczowej plaży.
Tak jest dużo łatwiej. Ciekawe co widzi, kiedy patrzy na mnie.

środa, 27 lutego 2013

To nie był dobry tatar. Duże kawałki surowego mięsa ciągnęły mi się w ustach i wchodziły między zęby. Wódka jak wódka, niespecjalnie rozróżniam smaki białej, ważne, że dobrze zmrożona. Browar paskudny, norma.

- To co Kochanie zbieramy się ? Tak, chodźmy już. No to trzymaj się Tomek !
- Ok, Wy również, do zobaczenia.

Tramwaj uciekł mi sprzed nosa, po drodze jeszcze dwa, których nie było w planie. 45 minut z buta to całkiem niezły wynik i w zupełności wystarczy, żeby wszystko po raz kolejny przemielić.

Zazwyczaj kiedy wychodzę z domu moje życie wydaje mi się zupełnie inne,
niż kiedy do niego wracam. Może nie wracać, albo nie wychodzić.

środa, 30 stycznia 2013

Zabiegi skończyły się jak zwykle koło 10-tej. Nadal było cholernie zimno, o czym przekonałem się już kilka kroków za drzwiami. Nie było mi łatwo namówić się do czegoś zdrowego kosztem fast fooda. Wytrzymałem jednak przenikliwe spojrzenie gorącego mega pocketa i wybrałem małą, wegańską knajpkę, którą niedawno odkryłem. Ku mojemu zaskoczeniu byłem bardzo zadowolony z pierwszej wizyty - nie dość, że mi smakowało, to jeszcze się najadłem ! Tym razem zamówiłem zupę dyniową. Gęsty, aromatyczny krem wypełniał po brzegi głęboką miskę a pomarańczowy kolor był aż nienaturalnie intensywny. To ponoć zasługa specjalnej odmiany dyni - hokkaido. W lokalu byłem sam, co bardzo mi odpowiadało. Nigdzie się nie spieszyłem i o niczym nie myślałem. To równie piękny co rzadki stan umysłu. Powoli kosztowałem wyśmienitego posiłku przewracając kolejne strony książki. Pan Johnnie Walker, w niemej asyście Pana Nakaty, obcinał głowę i zjadał serce kolejnego kota. Kiedy doszło do Panny Mimi staruszek nie wytrzymał. Chwycił za nóż i zadźgał Pana Johnniego Walkera, na Jego własne życzenie zresztą.

Uczucie rozlewającego się po żołądku ciepłego posiłku i ciszy wokół było wyjątkowo przyjemne. Blat, przy którym siedziałem dzieliła od ulicy jedynie wielka zaparowana szyba. Przetarłem dłonią wąski pasek na wysokości oczu. Niczego więcej nie potrzebowałem.

środa, 2 stycznia 2013

Myślę o tym co było i co będzie. Jutro, pojutrze i później. I jeszcze później, tak, że już bardziej się nie da. Jest to równie głupie, co stresujące.
To niesamowite, że myśli nie mają żadnych ograniczeń. Bywa również, co gorsza w rzeczywistości, przerażające.