czwartek, 25 kwietnia 2013

Piętro pode mną mieszka Pan J. Jakiś czas temu mieszkanie dzielił z matką. Wieczorami bardzo na Nią krzyczał, że Ją zabije, albo kopnie w dupę tak, że przez okno wyleci. Kiedy przykładałem ucho do podłogi było słychać wyraźniej. Dość często mijaliśmy się na klatce i w okolicy, takie tam cześć cześć, jak leci. Miły, starszy gość. Któregoś dnia nie wytrzymałem i zapytałem czy aby
na pewno wszytko w porządku. Przeprosił i wytłumaczył, że to dlatego, że mama potrafi całą noc gmerać w zamku u drzwi, albo zostawić czajnik na gazie. Powiedziałem, że rozumiem.

Teraz w Jej miejsce jest dwójka studentów. Ona ponoć prawie cały czas się uczy, On jeszcze więcej. Nikt na nikogo nie krzyczy i nic nie słychać, nawet kiedy przyłożę ucho do podłogi. Pana J. spotykam znacznie rzadziej. Jest cicho. Zimy są łagodniejsze, lata nie tak gorące, a wyświetlacze telefonów komórkowych coraz większe.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Na ścianie naprzeciwko, przez szklane drzwi widać obraz. Jeśli miałbym go opisać w dwóch słowach to jest pomarańczowy i miły. W tle jest niebo, zachodzące słońce i woda, wszytko otaczają góry. Na pierwszym planie złocista plaża i kobieta. Jej kontury bez reszty wypełnia czerń. Nie widać oczu, ust, niczego. Jest czarną plamą z idealną talią, kształtnymi piersiami i zgrabną pupą. Jest doskonała. Jedną ręką odgarnia włosy z policzków, drugą trzyma na kroczu. Wiem, że patrzy na mnie. Strasznie mi się podoba i bardzo chciałbym tam z Nią być. Chyba zakochałem się w czarnej plamie na pomarańczowej plaży.
Tak jest dużo łatwiej. Ciekawe co widzi, kiedy patrzy na mnie.