poniedziałek, 13 maja 2013

Obdzwoniłem rodzinę i kumpli :

- Słuchaj, nie wierzę, cały syf z pracą i kasą z ostatniego roku, skończył się w jeden poranek. Jeden pieprzony poranek, jak w amerykańskim filmie. Niemożliwe ! Gość oddał mi kasę, chwilę później zadzwoniła babka :

- Jest Pan nadal zainteresowany pracą u Nas ?
- Yyy, zaskoczyła mnie Pani. Tak jestem.
- To może Pan zaczynać od poniedziałku.

Nie ogarniałem tego co się dzieje. Uczucie nie do opisania.

Cztery godziny później, robiąc przerwę w podjeździe na Wielką Sowę, odbieram telefon :

- Bardzo mi przykro i serdecznie przepraszam, ale jednak nie możemy nawiązać współpracy.
- Zaskoczyła mnie Pani jeszcze bardziej niż rano.

Nawet się nie wkurwiłem. Chwilę pomilczałem i pojechaliśmy dalej.
Zjazd z Sowy czerwonym szlakiem to mistrzostwo świata.

Powiedziałbym - tandetna i naciągana historyjka, a jednak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz